Pierre Budar wyjaśnia przyczyny odejścia Sebastiena Ogiera z Citroen Racing
Citroen Racing opuszcza WRC po odejściu Sebastiena Ogiera
57. Rajd Barbórka 2019 – jaki będzie?
Sordo i Mikkelsen w Monza Rally Show 2019
Kajetan Kajetanowicz wystartuje w 57. Rajdzie Barbórka 2019
previous arrow
next arrow
Slider


Kategoria: Wywiady

“Będzie długo, długo nic, a później ja” – Sebastian Luty zawodnik w szybkim wózku

Sebastian Luty jest ambasadorem i twórcą projektu Avalon Extreme. Pokazuje inny obraz niepełnosprawności, rywalizując Mitsubishi Lancerem Evo X w zawodach w całej Polsce. Jednak na tym plany się nie kończą.

Na początek opowiedz czym dokładnie jest Avalon?

To jest fundacja. Po wypadku, piętnaście lat temu założyłem fundację Avalon, która mocno rozwinęła się. Najnowszym dzieckiem, które najbardziej utożsamia moją osobowość jest Avalon Extreme. Projekt ma pokazać zupełnie inne oblicze niepełnosprawności. Niesztampową, kolorową, wybuchową, która może nawet wzbudzać zazdrość. Nie chcemy, żeby niepełnosprawność budziła tylko współczucie. Ktoś może przecież o mnie powiedzieć, wooow ten koleś ma fajnie, spędza pół roku na torach wyścigowych, zazdroszczę mu.

Avalon Extreme powstał trzy lata temu. Komunikacja oparta jest na ambasadorach, osobach z niepełnosprawnością, które pasują do idei. Osoby z niepełnosprawnością z nastawieniem pro sportowym. Są to ludzie, którzy musieli dużo poświęcić. Ta komunikacja udała się. Projekt Avalon Extreme został zauważony przez media.

 Dużą część pracy fundacji Avalon poświęcaliśmy na bezpośredni kontakt. Spotykaliśmy się z niepełnosprawnymi w szpitalach i mówiliśmy “popatrz, możesz robić w życiu coś innego.”. Avalon Extreme miał trafić do mainstreamu i mówić do tej samej grupy osób, tylko w znacznie większej skali. Chcemy umożliwić osobom z niepełnosprawnościami spróbowania tego, co my robimy. Otwieramy im takie możliwości, aby z czasem, miały okazję zostać ambasadorami. Jeśli ktoś nie ma żyłki sportowca może skorzystać z innych działań fundacji Avalon.

Tworząc ten projekt wiedziałeś, że to wszystko tak się rozwinie?

Szczerze mówiąc liczyłem, że projekt Avalon Extreme po trzech latach rozwinie się bardziej. Zakładałem, że będziemy sponsorowani przez duży koncern. Liczyłem na szybsze dostrzeżenie wartości sportowców z niepełnosprawnościami, jako bardzo dobrego nośnika reklamy. Widać, że Polacy nie są jeszcze przygotowani. Liczyłem się z hejtem i on jest oraz był. Ten projekt z założenia miał być kontrowersyjny. W Polsce niepełnosprawność pokazywana jest skrajnie. Jako bieda, gdzie osoby z niepełnosprawnościami mają zupełnie podstawowe potrzeby. Leki, wózki, środki higieny. Tak został ukształtowany obraz niepełnosprawności w Polsce. Niepełnosprawność nie musi tak wyglądać, oczywiście nie każdy będzie miał możliwość jeżdżenia w rajdach, driftowania, skakania na spadochronie i innych i my zdajemy sobie z tego sprawę. Chcemy pokazać, że niepełnosprawni mogą to robić.  Ludzie pełnosprawni muszą zobaczyć, że nie zawsze niepełnosprawność determinuje to co robisz.

Po wypadku zostałeś osobą z niepełnosprawnością, z bardzo dużym paraliżem i porażeniem rąk. Mimo tego postanowiłeś stworzyć samochód, którym mógłbyś sam jeździć. Spotkałeś się z dużym wsparciem, a może niechęcią?

Wszystkie osoby wokół mnie pozytywnie odebrały mój projekt. Część osób w pozytywny sposób mogło pomyśleć “ten koleś jest szalony”, ale ostatecznie wszystko udało się.

Jak długo trwała budowa twojego samochodu?

Ostatecznie rok, to nie jest długo biorąc pod uwagę czas budowy samochodów przystosowanych do sportu. Mieliśmy kilka problemów. Musieliśmy zbudować wszystko na bazie pojazdu z automatyczną skrzynią biegów. Dodatkowo wprowadziliśmy wszystkie zmiany związane z prowadzeniem, moimi joystickami, fotelem. Prace trwały w Polsce i w Niemczech. Niektóre elementy nie były budowane według standardowych zasad obowiązujących przy tworzeniu samochodu rajdowego, ale ostatecznie zamknęliśmy projekt w jednym roku.

 Po przystosowaniu Mitsubishi Lancera Evo X do Twoich potrzeb, niestety rozbiłeś go podczas pierwszej jazdy, dosłownie w pierwszym zakręcie…

Taaak, trochę wstyd się przyznać … Taka jest prawda. Po całym roku oczekiwania byłem tak bardzo napalony na jeżdżenie, że po kilkudniowym szkoleniu w Niemczech z obsługi samochodu, co możemy nazwać pewnym egzaminem na prawo jazdy. Jako zupełny świeżak, zamiast jechać na plac i kręcić przysłowiowe “ósemki” wokół dwóch słupków, pojechałem na Track Day na torze FSO. Obiekt nie słynie z bezpieczeństwa. Faktycznie na pierwszym zakręcie pomylił mi się gaz z hamulcem. A, że ten samochód szybciej przyspiesza niż hamuje, zorientowałem się co się stało siedząc na słupie. Kilka miesięcy trwała odbudowa samochodu. To nauczyło mnie pokory. Zacząłem spokojniej do tego podchodzić, dostrzegłem zagrożenia, z których wcześniej nie zdawałem sobie sprawy.

Aktualnie rywalizujesz na torach wyścigowych w zawodach typu Track Day, jak wspominasz swój pierwszy start?

Od początku udawało mi się zebrać wokół pomysłu dużą ilość osób z życzliwym podejściem. Mocno mnie wspierali. Siłą rzeczy stałem się rozpoznawalny ze względu na sposób poruszania się. Pierwszą imprezą był Track Day zorganizowany przez Race Day na torze w Ułężu. Było bardzo dużo stresu. Same emocje przez około półtora roku blokowały mój rozwój, jako kierowcy. Moja popularność przyszła trochę zbyt wcześnie, ponieważ wiedziałem, że jestem słabym kierowcą i mam ogromne braki. Starałem się dogonić moją sławę, to powodowało dużą dawkę stresu. Zamiast się cieszyć motorsportem, stres nie pozwalał mi rozwijać skrzydeł. Na szczęście z czasem udało mi się go opanować i jechać swoje. Co ciekawe zaczynając ten projekt założyłem, że bezwzględu na kategorię, czy serię w której będę startował, zawsze będzie tak – że najpierw przyjadą sprawni zawodnicy, dalej będzie długo, długo nic, a później będę ja. Ale ostatecznie i tak mi najczęściej będą robić zdjęcia (śmiech). Powiedziałem sobie okej, projekt fajny, będzie grubo, wchodzę w to. 

Kiedy okazało się, że mogę rywalizować i byłem, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty, to jestem zły, że nie jestem pierwszy. Nie jestem zadowolony, że nie jestem pierwszy 😀 Mam jeszcze dużo do zrobienia, żeby jeździć regularnie w pierwszej piątce, czy dziesiątce. 

Osoby pełnosprawne nie mają pewnego rodzaju “pstryczka” w swoją ambicję, gdy przegrywają z Tobą?

Na początku było poklepywanie po ramieniu, fajnie że tu startujesz i walczysz. Kiedy zacząłem z nimi wygrywać już tak miło nie było (śmiech). Dla mnie sędzią jest stoper i chcę rywalizować z pełnosprawnymi. Jeśli ktoś czuje ból, to jest to jego urażona ambicja (śmiech). Najważniejsze aby traktować siebie jako równoprawnych sportowców.

 

 Kto był Twoim mentorem w nauce jazdy Lancerem po torach?

Trudne pytanie, ponieważ współpracowałem z kilkoma instruktorami. Jeździłem z Bartoszem Czwartkiem, z Piotrem Wróblewskim. Wspierał mnie Krzysztof Hołowczyc, Leszek Kuzaj, Grzegorz Duda. Teraz jeżdżę z Maciejem Manejkowskim. Czerpałem z kilku studni. Najlepiej rozumie moje potrzeby Maciej. Ze względu na to, że pełni różne funkcje w zespole i zna to od podszewki, jego rady są chyba najbardziej trafne. To co robię jest trudne. Im szybciej zaczynam jeździć, tym bardziej dostrzegam trudności. Moja kierownica, czyli joystick nie ma feedbacku i nie czuję co dzieje się z samochodem od strony kierownicy. Gaz i hamulec również działają mocno bezpośrednio. W szybkich sekwencjach zakrętów często nie mogę odkręcić kierownicy, dlatego muszę inaczej jechać, aby móc odkręcić tę kierownicę, a nie kręcić się wkoło (śmiech). Przegrywam najbardziej w sekcjach krętych. Mamy szereg planów, żeby to modyfikować. 

 

 

 

 

 

W Polsce zdarza się, że organizatorzy nie są przychylnie nastawieni do zawodników. Spotkałeś się z pewną niechęcią?

Nie spotkałem się z żadnym problemem z powodu tego, że jestem niepełnosprawny. Aktualnie jeżdżę w prywatnych imprezach i nie mogę wypowiedzieć się na temat wydarzeń organizowanych przez PZM. Ogólnie, w ostatnich latach, sport motorowy osób z niepełnosprawnością jest inaczej, lepiej postrzegany. Powstał specjalny departament w FIA, który poświęcony jest niepełnosprawnym. Będę mógł zrobić międzynarodową licencję z odpowiednimi pozwoleniami.

W czym chciałbyś startować w przyszłości?

Takie pytanie postawiliśmy sobie na początku aktualnego sezonu. Na pewno nie będą to rajdy, ponieważ mocno destabilizują one moje ciało i są najbardziej niebezpieczne. Bardziej wyścigi płaskie są w moim zainteresowaniu, również Rallycross jest apetycznym kąskiem. WSMP i wyścigowe serie w Europie są jednym z prawdopodobnych kierunków. Tam mamy zarysowaną linię jazdy, a moje ograniczenia nie powinny przeszkadzać.

Nie możesz sam wejść, ani wyjść z samochodu. Co robi zespół w momencie niebezpiecznej sytuacji?

Mamy swoje wewnętrzne procedury. Nie ma gotowych rozwiązań, co zrobić gdy kierowca z niepełnosprawnością będzie miał wypadek. My uprzedzamy organizatora, straż pożarną, pogotowie ratunkowe. Pokazujemy co należy zrobić. Wykonujemy wewnętrzne przygotowania. Nie ma kompromisów w kwestii bezpieczeństwa. Na razie nie było krytycznej sytuacji. Gdy jest niebezpieczny moment na trasie, wolimy odpuścić ten fragment, ponieważ mamy większe trudności z bezpieczeństwem.

Planujesz zrobić profesjonalną licencję?

Tak, planuje zająć się tym pod koniec roku. PZM-ot nie jest gotowy na coś takiego, dlatego od początku będzie to międzynarodowa licencja. Nieskromnie powiem, że fundacja Avalon Extreme również przyczyniła się do tego, żeby FIA umożliwiła zrobienie licencji niepełnosprawnym. Jeśli zdobędę licencję będą drugą niepełnosprawną osobą w Polsce z takim dokumentem i prawdopodobnie jedyną osobą, która nie może samodzielnie opuścić samochodu.

Jak będzie wyglądać przyszłość Avalon Extreme?

Jeśli chodzi o Avalon Extreme stawiamy na kampanie reklamowe i  społeczne oraz rozwój nowych dyscyplin. Kontynuowanie kampanii “extrasprawni” poprzez ambasadorów. Do końca roku chce zrobić licencje, wystartować w WSMP lub GSMP i spróbować startów za granicą.

Gdyby budżet nie miał znaczenia, jakie jest Twoje największe sportowe marzenie?

Pojechać w Pikes Peak, Rajdzie Dakar i wyścigu Le Mans. Rajd Dakar jest perspektywą na może dziesięć lat. Jednak trudno byłoby mi przetrwać w tych ekstremalnych warunkach Dakaru. Żebym mógł to przejechać musiałbym jechać w czymś co jest połączeniem limuzyny i ciężarówki, taka limociężarówka (śmiech). Miałem ofertę startu w wyścigu Le Mans, osoby z niepełnosprawnością na Le Mans. W momencie omawiania szczegółów trudno było sprowadzić system prowadzenia samochodu do różnych rodzajów niepełnosprawności. Poza tym dwa lata temu nie byłem do tego gotowy.

fot. Avalon Extreme








Do Góry