Jan Kopecky i Pavel Dresler wygrywają Rajd Barum 2019!
Kajetanowicz pojedzie Volkswagenem Polo GTI R5 w Rajdzie Niemiec 2019
Aleksiej Łukaniuk nie zamierza wygrać Rajdu Barum za wszelką cenę
Hayden Paddon rozmawia z M-Sportem o przyszłości w WRC
Marcin Wrona debiutuje w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski
previous arrow
next arrow
Slider


Kategoria: Kartka z kalendarza, Różne

Ulubione oesy zawodników (artykuł z 2009 roku)

Na początku roku 2009 zapytaliśmy wybranych zawodników Rajdowego Pucharu Polski które odcinki najbardziej utkwiły w ich pamięci. W kolejnej kartce z kalendarza wróćmy do tych czasów i odświeżmy sobie pamięć.

Są szutrowe, asfaltowe i śnieżne. Na każdym z nich rywalizacja przebiega inaczej. Każdy z nich wpisał się lepiej lub gorzej w pamięć zawodników. Bez nich nie byłoby rajdów. Odcinki specjalne – OeSy, to miejsca, w których zbierają się kibice i rywalizują kierowcy. Zapytaliśmy kilku zawodników, które odcinki lubią najbardziej.

Henryk Sosnowski SoGa (Fiat 126p): Najlepszy oes, jaki jechałem dotychczas to odcinek Rajdu Świdnickiego, Walim. Coś pięknego, ogromna prędkość na spadaniach, zmiana nawierzchni z asfaltu na kostkę i oczywiście słynne patelnie walimskie. Nie ukrywam, że kręciliśmy na tym rajdzie dobre czasy. Zawsze chciałem jechać ten oes od czasu kiedy zacząłem interesować się rajdami i od kiedy zacząłem jeździć jako kibic na Rajd Elmot. Kolejny oes, do którego czuję sympatię to Lanckorona z Rajdu Krakowskiego. Był to mój pierwszy odcinek, na który zabrali mnie znajomi, na tym oesie złapałem rajdowego bakcyla i powiedziałem sobie, że kiedyś tu pojadę. 🙂 W 2008 roku to marzenie zostało spełnione, jechałem właśnie ten oes. Niestety mieliśmy kilka awarii samochodu, ale udało się dotrzeć do mety. Bardzo podoba mi się też oes Zamarski z Rajdu Wisły, to ładna, wymagająca trasa i dosyć dobrze się na nim czuje. 🙂

img0226Waldemar Janecki: Dotychczas mało przejechałem odcinków. Co rajd to prawie nowy oes, rzadko się powtarzały. Jak dla mnie faworytem jest oes Zamarski na Rajdzie Cieszyńska Barbórka, tyle, że tam odcinki są wymagające, drogi wąskie, bardzo nierówne. Najbardziej w pamięci zapadł mi oes z 2. Rajdu Magurskiego. Był to odcinek trzeci, Łemkowska Watra o długości 22 kilometrów (w Pucharze!). Na prawdę szybki, wymagający oes po śniegu. W tym roku (2008, przyp. red.) podobał mi się oes Zawoja z Rajdu Krakowskiego. Najbardziej lubię trasy kręte, może jest to spowodowane słabym samochodem – lubię jak coś się dzieje.

img0289Michał Elżbieciak: Jeśli chodzi o moje ulubione odcinki to mam jednego, zdecydowanego faworyta: Cisownica z Rajdu Wisły 2006 i 2007. Chociaż w 2007 Cisownica była jeszcze lepsza, bo wydłużona do ok. 15 kilometrów. Co dla mnie również ważne warunki w tym roku były znacznie lepsze, czyli było deszczowo. 🙂 Odcinek zaczyna się bardzo wąską i niesamowicie wybijającą partią z szybkimi łukami (to mój ulubiony fragment). Następnie mamy nieco szerszą drogę, nadal szybko i po kilku kilometrach znowu zmiana na wąsko. Najbardziej cieszy na tym odcinku to, iż nie ma na nim wiele oporów czy nawrotów, które nie są dla mnie zbyt ciekawymi elementami oesów. Mamy za to wiele nietypowych zakrętów przez szczyty, jedziemy i w otwartym terenie i w szczerych polach, jest kilka partii w dół, jest i podjazd. Ogólnie wszystko to co ciekawe odcinki mieć powinny. Właśnie chyba dzięki swej różnorodności właśnie ten odcinek tak bardzo lubię i tak mocno „wrył się” w moją pamięć. Mam szczerą nadzieję, że ten klasyk jeszcze powróci. Ale tak ogólnie mówiąc, to lubię większość oesów w Polsce, no może poza takimi na których mamy same długie proste i zakręty pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, wiadomo o jakie rajdy chodzi. 🙂 Co do warunków pogodowych też nie mam jakichś szczególnych wymagań, choć lubię jak pada deszcz. Moim zdaniem najtrudniej jest jak są zmienne warunki, ale to tylko dodaje emocji.

img0144Mariusz Antonow: Tak się składa, że mam bardzo słabą pamięć do nazw oesów, często trasę dojazdówek zapamiętuję dopiero na drugiej pętli. Z rajdowych oesów lubię przede wszystkim trasy Rajdu Strzelińskiego i oes Przeworno (mój pierwszy prawdziwy odcinek specjalny w życiu). Bardzo żałuję, że nie ma tego rajdu w kalendarzu. Kolejny oes to odcinek Rajdu Krakowskiego ze spadaniem (jak dla mnie jednym z najciekawszych spadań w Pucharze 🙂 i lewym oporem w Łapanowie. Tam na ostatniej mokrej pętli 2005 roku awansowałem z 5 na 2 miejsce w klasie A0, dzięki dwóm deszczówkom zmienionym na szybko przed oesem. 🙂 Niektórzy się zdziwią, ale bardzo lubię odcinek Burkatów- Świdnica, za trzy dość szybkie partie, jest tam płasko jak u mnie w Zachodniopomorskim. 🙂

Aneta Marcol: OS Grzybno (Rajd Lotos Baltic Cup) – lubię ten OS, ponieważ dużo śmiechu było na nim. OS miał 5 kilometrów więc gdy się już wdrożyłam w dyktowanie, odcinek się skończył i przestrzeliliśmy metę STOP. Dobrze, że kierowca okazał się wyrozumiały i skończyło się na dużej dawce śmiechu. 🙂 OS Sianowska Huta (Rajd Lotos Baltic Cup) – kolejny z Lotosu (widać, ze szutry się podobają), tego nie zapomnę ze względu ciekawej historii na tym odcinku. Oes miał ponad 16km, a nam w połowie odłącza się interkom. Tego nie zapomnę. OS Hażlach (Rajd Wisły) – uwielbiam ten odcinek, bo to mój pierwszy wygrany oes w klasie. Takich wydarzeń się nie zapomina.

img0240Kamil Suma: Praktycznie wszystkie odcinki były dla mnie nowością, więc każdy czymś mnie „urzekł”. Jeśli miałbym jednak wskazywać „z imienia”, to byłyby to: Hażlach, Biała Woda i Prolog Rajdu Dolnośląskiego. Pierwszy z nich, odcinek Rajdu Wisły był krótki, niecałe 7 kilometrów, ale bardzo specyficzny. Szybki, techniczny. Trzeba było się spiąć i być skoncentrowanym w 110%, bo po prostu nie było czasu na odrabianie. Najmniejsze błędy widocznie przekładały się na czasy, tym bardziej, że było sucho a chłopaki w klasie jak zwykle naciskali. Sam odcinek to ciekawe zakręty, nierówny asfalt i hopki, które fajnie wybijały. Bardzo dobrze go wspominam, ponieważ udało mi się tu wygrać w klasie 3-krotnie. Muszę przyznać, że na mecie byłem spocony jak po co najmniej dwa razy dłuższym odcinku. Kolejny to Biała Woda (Rajd Dolnośląski 2008) Jeden z najdłuższych OS-ów jakie miałem możliwość jechać. Odcinek ten przypadł mi do gustu już na zapoznaniu. Po prostu super, ale nie potrafię powiedzieć dlaczego. Niestety na rajdzie udało mi się go przejechać tylko raz, ponieważ drugi przejazd odwołano, ale odcinek rewelacja. Szkoda, że to tak daleko, bo z chęcią jeździłbym taką trasą do „Reala po bułki”. 🙂 Droga raz szeroka, potem nagle bardzo wąska. Łącznik szutrowy- a nie ma to jak trochę szuterku. 🙂 Można było nieraz zapiąć szóstkę. Jakieś 2km przed metą fajne szybkie łuczki. Dało się też trochę polatać bokami. Chciałbym jeszcze mieć okazję na nim pośmigać. I trzeci, czyli prolog Rajdu Dolnośląskiego 2008. Nie mam dużo prologów na swoim koncie, ale ten jest bez wątpienia najlepszy. Wkomponowany w miasto, które tamtego wieczoru całe ożyło. Zaczynało się „na peryferiach”. Na masce elektrownia, która rozświetlała mrok. Start. Parę szybkich łuków, objazd „trójkąta”, na szeroką i prawy 90, prosta i w oddali widać jasność- latarnie, flesh’e i mnóstwo ludzi. Pierwszy raz widziałem tylu kibiców. Klimat niesamowity. Szykana… i jesteśmy praktycznie w ścisłym centrum. Potem między bloki i lotna na parkingu- brawa dla Organizatora! Dla mnie było to coś niezwykłego, a przede wszystkim nowego. Naładowało mnie na właściwy dzień Rajdu.

Olaf Malm: Rajd Krakowski 2008 i odcinek Zawoja. Początek bardzo szybki, kilka kilometrów jedziemy praktycznie bez odjęcia, kilka szczytów, gdzie trzeba ufać opisowi bo następują po nich szybkie zakręty. Potem kilka ciaśniejszych, po których mamy dwa nawroty, a oes zaczyna iść lasem dość stromo pod górę i pnie się tak, aż wyjedziemy na przełęcz Przysłop. Od tego momentu zaczyna się spadanie po słynnych nawrotach o różnej długości, często z dużą ilością syfu naniesionego po pierwszym przejeździe. Dalej robi się mniej kręto, a droga cały czas prowadzi nas w dół do Zawoi. Już po wjechaniu między zabudowania przed którymś z kolei mostkiem zjeżdżamy (zlatujemy?) w lewo, z głównej drogi, na bardzo wąską i nierówną ścieżkę początkowo z ciaśniejszymi zakrętami między drzewami, a później z nieco szybszymi i dłuższymi. Tak docieramy do szerszej drogi, która pnie się pod górę. Raczej prosta sekcja, choć bywało, że jeden z mostków okazywał się zbyt ciasny. Podjazd kończy się paroma wolniejszymi zakrętami i przejściem przez szczyt, gdzie można oderwać rajdówkę od ziemi, jednak zaraz za nim czai się lewy łuk. I tu zaczyna się dość wąskie spadanie z ciasnymi zakrętami, na których z czasem pojawia się syf. Na tej sekcji wielu zawodników miało przygody. Dalej mamy wciąż w dół z tym, że robi się bardziej nierówno, a syfu nie ubywa. Później przejeżdżamy przez dość charakterystyczne „siodło” z podbiciem. Chwile potem mamy ciasny zakręt miedzy domami i wypadamy na szerszą, nieco równiejszą drogę, na której czai się trochę niebezpiecznych podbić, o czym w tamtym roku przekonała się zerówka, kończąc rajd w rowie. Dalej odcinek pozwala się nieco bardziej rozpędzić i tak wjeżdżamy w las, gdzie w pewnym momencie na prawym łuku trzeba się dohamować do następnego prawego przez mostek. Potem pozostaje już tylko kilka zakrętów po płaskim do mety.

Zdjęcia autorstwa Macieja Niechwiadowicza. Artykuł opublikowany 16 lutego 2009 roku w serwisie RajdowyPuchar.pl.








Do Góry