Rally di Roma Capitale 2019: Basso najlepszy w generalce, Poloński w ERC2!
Rally di Roma Capitale 2019 (OS 4-6)- Basso na prowadzeniu, Habaj poza trasą
Gryazin na prowadzeniu, Łukasz Habaj tuż za podium po odcinku kwalifikacyjnym Rally di Roma Capitale
Wypadek podczas Eifel Rallye Festival 2019
„Będzie długo, długo nic, a później ja” – Sebastian Luty zawodnik w szybkim wózku
previous arrow
next arrow
Slider


Kategoria: Różne, RSMP, Wywiady

Rozmowa z dyrektorem Rajdu Karkonoskiego, Markiem Kisielem (cz. 1/2)

Marek Kisiel, człowiek pełną gębą i całym sercem związany z rajdami. Uczestniczy w nich jako sędzia, obserwator, kibic, i najważniejsze – dyrektor stałego punktu w kalendarzu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski, Rajdu Karkonoskiego. Marek zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących jego imprezy i sytuacji w polskim motorsporcie. Wywiązała się z tego całkiem spora rozmowa, którą ostatecznie dzielę na dwie części. Zapraszam do czytania pierwszej!

Zacznę od pytania dotyczącego organizacji rajdów. Choć zdaję sobie sprawę, że ciężko jest to ująć w skrócie – możesz spróbować opowiedzieć?

Pracę nad rajdem zaczynamy już w okolicach października i listopada (nasz rajd [Karkonoski, przyp. red.] przeważnie jest zapisany w kalendarzu na okres maja, czerwca). Zaczynamy od wstępnego zaplanowania lokalizacji odcinków specjalnych, zazwyczaj w tym czasie powstaje wstępny zarys trasy. Również na tym etapie poszukujemy nowych odcinków specjalnych, jeżdżąc po terenach, które mogłyby pasować do konfiguracji całego rajdu. Kolejnym etapem jest wystąpienie do gmin i miast z zapytaniem o zgodę na możliwość przeprowadzenia odcinka specjalnego pod wskazanej drodze. Jeśli otrzymujemy zgody na wytypowane odcinki zaczyna się żmudna praca nad planem zabezpieczenia (zaraz, jak tylko zejdą śniegi, aby był odpowiedni pogląd na trasę). Następnie etapy to budowanie komitetu organizacyjnego, ponieważ do tego momentu nad przygotowaniami pracują cztery osoby: ja, dyrektor sportowy czyli mój tato (Józef), zaraz po wstępnych ustaleniach dołącza wykonawca całej dokumentacji rajdowej – Witold Bieńkowski, a do pracy nad planem zabezpieczenia dołącza dyrektor do spraw zabezpieczenia, czyli Piotr Kisiel. Te cztery osoby tworzą trzon organizacyjny w pierwszej i bardzo twórczej fazie tworzenia rajdu. Do kolejnych etapów nieodzowny jest dyrektor ds. sędziów – Marcin Misiura, oraz odpowiedzialny za tematy organizacyjne – Paweł Bańburski.

Zapewne każdy rajd w związku ze swoją różną specyfiką ma także różny preliminarz kosztów. U nas kształtuje się to w zależności od ilości odcinków specjalnych – i w związku z tym z ilością potrzebnych sędziów – w wysokości 370 / 400 tysięcy złotych.

Wspominasz o najważniejszych trzonach organizacji, a także o sędziach. No właśnie – ile osób zamieszanych jest w organizację tak wielkiego wydarzenia, jakim jest Rajd Karkonoski?

Podczas naszego rajdu pracuje około 750 osób, z czego samych sędziów zabezpieczenia trasy w okolicach 450 – 500. Sędziowie sportowi pracujący na odcinkach specjalnych to około 70 osób (przy konfiguracji harmonogramu z trzema odcinkami, w tym sędziowie punktów SOS i sędziowie faktu). Park serwisowy to dodatkowe 10 – 15 osób, biuro rajdu – 6 osób, medycy oraz obsługa wozów SRD – 70 osób, technicy – 15 osób, osoby oficjalne – 15 osób, osoby organizacyjne 20 osób oraz osoby, które mogłem pominąć, a również tworzą rajd.

Najtrudniejsza rzecz do zrobienia podczas organizacji?

Najtrudniejsze są zawsze rzeczy, które wyskakują nagle i nie są zaplanowane, które ciężko przewidzieć, np. wesela, komunie i inne uroczystości, którym nasz rajd koliduje. Trzeba dotrzeć do tych osób, porozmawiać i ustalić satysfakcjonujące rozwiązanie, by rajd był świętem, a nie problemem dla mieszkańców. Drugą, najtrudniejszą rzeczą to ogarnięcie budżetu. Często jest mnóstwo pomysłów, aby uatrakcyjnić rajd, na przykład dla kibiców. Niestety z powodu budżetu (nad którym czuwa aby go nie przekroczyć Paweł Bańburski) musimy rezygnować, w innym przypadku mógłby to być nasz ostatni rajd.

W ubiegłym roku mieliśmy przed samym rajdem protest mieszkańców miejscowości Zachełmie. Mieszkańcy długo czekali na nowy asfalt, który został położony, a my wytyczyliśmy akurat po tej drodze odcinek specjalny. Początek był trudny, ponieważ mieliśmy wszystkie potrzebne zgody administratorów i zarządców tej drogi, jednak mieszkańcy protestowali i mówili nawet o blokadzie drogi. Udało nam się na spotkaniu wyjaśnić, że stosujemy organiczniki cięcia, które spowodują ochronę poboczy. Przedstawiliśmy różne argumenty. Temat nie był łatwy ale udało się przeprowadzić odcinek bez żadnych zmian.

Kilka lat temu powodzie, które nawiedziły nasze tereny również groziły odwołaniem rajdu lub bardzo dużą zmianą konfiguracji, co było wręcz niemożliwe, ponieważ byłoby to po terminie 30. dni do daty rajdu. A ten termin jest ustawowym terminem, aby wystąpić o zgodę na wykorzystanie dróg w sposób szczególny. Sytuacja pogodowa spowodowała, że na mojej raczej skąpej w owłosienie głowie zabrakło kolejnych włosów.

Jak to jest, że w niektórych rejonach Polski organizatorzy nie potrafią zamknąć drogi pod odcinek specjalny bo przy trasie jest kilkanaście domów, a Wy zamykacie na piątkowy wieczór największe skrzyżowanie w Jeleniej Górze…?

Nie jesteśmy wyjątkiem, świetnie udaje się to również w Świdnicy, gdzie zamykany jest kawałek miasta jak i również w Rzeszowie czy Kłodzku. Tutaj ważna jest współpraca z władzami miasta oraz to, że Rajd Karkonoski jest mocno zakorzeniony i lubiany w Jeleniej Górze. Mamy to szczęście, że przychylność (choć życzyłbym sobie większego wsparcia ze strony miasta) władz dla naszych działań jest duża, co powoduje, że możemy liczyć się z wyrażaniem zgody na takie przedsięwzięcie. Na szczęście lokalizacja tego odcinka nie jest bardzo uciążliwa, ponieważ objazdy nie są zbyt dalekie aby dostać się do celu.

Marek Kisiel na mecie Rajdu Karkonoskiego

Marek Kisiel na mecie Rajdu Karkonoskiego

Prosto z mostu: da się zarobić na organizacji rajdu?

Czy się da? Tak, da się, choć ma na to wpływ mnóstwo czynników, wśród których najważniejszym jest wysokość wpływów nad wydatkami. Nie od dziś wiadomo, że największy wkład jeśli chodzi o wpływy ma frekwencja, a co za tym idzie wpisowe (nawet podczas któregoś Karkonoskiego jako „sponsora” umieściłem napis, że są nimi zawodnicy RSMP i RPP). Drugim czynnikiem jest optymalizacja kosztów, idzie nam to coraz lepiej, ale jeszcze troszkę brakuje. Trzy lata temu rajd zamknęliśmy niewielkim zyskiem ale bardziej bliskim zero. Był to i tak nasz sukces organizacyjny, bo odkąd pamiętam rajd zamykał nam się minusem i to czasem bardzo dużym. W ubiegłym roku zysk był już zauważalny, co pokazało, że droga jaką obraliśmy jest słuszna. Ten rok również zakończyliśmy zyskiem (mimo mniejszego wpisowego i to znacznie). Jestem z tego powodu dumny, że wszystkich, którzy pracują przy rajdzie, że każdy wkłada w to serce i mimo wynagrodzenia delikatnie mówiąc „takiego sobie”, pracując często wiele godzin w upale czy deszczu to po rajdzie jak się spotykamy na „imprezie dziękczynnej” to każdy ma uśmiech na twarzy – widać, że robią to osoby z pasją, za co im serdecznie dziękuję. W związku z tym, że pytanie jest skierowane do mnie osobiście więc również odpowiem na nie osobiście, czyli – czy da się zarobić pieniądze na rajdzie? Nie da się i nikt pracujący niestety na tym nie zarabia adekwatnie do tego ile czasu poświęca. Jeśli chodzi o moją osobę jako dyrektora, za rajd otrzymuję nagrodę w wysokości 1000 złotych – jeśli rajd zakończy się wynikiem dodatnim. Hmmm… Tak, to musi być pasja. 🙂

Przejdźmy na nieco ogólniejszy temat o sytuacji w Polskich rajdach. Zacznijmy od Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski.

Ilość załóg jest na w miarę stałym poziomie i jest ona zbliżona do ilości załóg startujących w mistrzowskich rajdach w krajach podobnie osadzonych ekonomicznie jak nasz, nawet powiedziałbym, że jest ona wyższa. Owszem, jesteśmy krajem dużo większym, ale też trzeba obiektywnie stwierdzić, że ten sport od zawsze był u nas sportem elitarnym i niestety nie mamy takich tradycji jak nasi południowi sąsiedzi. Cieszy fakt, że mimo nieciekawej sytuacji sponsorskiej w naszym kraju zarówno wśród zawodników jak i organizatorów zawodnicy przechodzą z Pucharu do Mistrzostw. Dobrym krokiem było zachowanie wpisowego z Rajdowego Pucharu Polski przez pierwszy rok startów w RSMP. Minusem jest niestety długość trwania rajdów, co zniechęca, a często wręcz nie pozwala na starty w Mistrzostwach Polski.

Często dyskutujemy w gronie osób związanych z motorsportem o tym, co zrobić, aby było lepiej. Z czasem może z tych dyskusji wyklują się ciekawe pomysły. Może skrócenie czasu trwania rajdu RSMP oraz punktowanie rajdu jako jednej rundy, w tym skrócenie ilości kilometrów wymaganych dla rundy RSMP byłoby jakimś rozwiązaniem i dało możliwość startu większej grupie zawodników, tak, aby sam rajd trwał 1,5 dnia. Również to spowodowałoby obniżenie kosztów. Oczywiście – jest też druga strona medalu – kibic, który chce więcej odcinków, ale może zrekompensowałaby to frekwencja. Co do technicznych aspektów, ograniczeń itp. nie będę się wypowiadał ponieważ jestem w tym temacie… mało techniczny. 🙂

Jeśli chodzi o popularność, jest całkiem dobrze, ale zauważalny jest spadek ilości kibiców. Pewnie ma na to wpływ również to, co można zobaczyć na odcinkach. O popularności rajdów świadczy ilość kibiców przy trasie Rajdu Polski, gdzie kibice mimo kosztów (choć chyba w mniejszej ilości niż w roku 2009) stawili się sporą grupą. Liczę na to, że sukcesy Roberta Kubicy i Kajetana Kajetanowicza spowodują kolejną falę zainteresowania, jaką mieliśmy za czasów wielkich zawodników – Kuliga, Hołowczyca, Kuzaja.

Co do promocji jest to jak widać nie tylko nasz problem, bo wystarczy popatrzeć na działania promotora WRC, któremu ciężko jest coś zrobić, mimo topowego produktu w tej dziedzinie motorsportu. Pewnie z różnych przyczyn, często nawet takich, o których nie wiemy. Na naszym podwórku temat promocji kuleje jeszcze bardziej – w ostatnich latach dzięki objęciu sponsoringu tytularnego nad RSMP przez największe koncerny paliwowe w naszym kraju, Orlen (Platinum) i Lotos mogliśmy zobaczyć rajdy w TVP, co patrząc jeszcze kilka lat temu (czasy koncernów tytoniowych) było rzeczą normalną i nie kończyło się po trzech minutach, tylko trwało godzinę i to z każdej rundy, plus dodatkowo relacja z walki w poszczególnych klasach. Zostaje nam internet, ale ma to na razie małe przełożenie na sponsorów, którzy chcą przeliczyć złotówki wydane na czas antenowy. Rajdy są trudne do pokazania ale mamy wspaniałych fachowców, którzy robią to doskonale, tylko ktoś musi chcieć to kupić, a tu chętnych nie ma. Organizator walcząc z budżetem nie ma na to w środków, sponsor może i owszem ma, ale jak już płaci za sponsoring to chce mieć to w pakiecie. Dużo pracy przed nami i dużo pracy przed PZM aby Mistrzostwa Polski znowu były widoczne w telewizji – może powerstage z transmisją (marzeniem na żywo), ale w rozsądnych godzinach niedzielnego pasma powtórkowego koło obiadu. 🙂

A Rajdowy Puchar Polski?

RPP jest to cykl, który chyba najwięcej stracił z frekwencji. Na pewno w wyniku przejścia części zawodników do RSMP, ale to raczej nie jedyny powód. Martwi mnie troszkę wyścig zbrojeń choć rozumiem, że jest to konsekwencją konieczności zrobienia licencji R. No bo jak ma zrobić licencję zawodnik, który ma pieniądze i topowego „Miśka”? Kilka lat temu pozostawało mu wydać kasę na zakup innego auta albo zostawić kasę w wypożyczalni, aby pojechać czymś „małym”, co było lekko bez sensu. Ale z drugiej strony idea Rajdowego Pucharu Polski została lekko zatracona. Owszem, dajmy możliwość jazdy takimi sprzętami jak R3, N4/R4 z mniejszą zwężką, ale tylko jako „Gość” i tylko do momentu uzyskania kwalifikacji do wyższej licencji. Potem już pozostaje tylko RSMP. Ale niech RSMP będzie też krótsze – wtedy przejście nie zwiększy znacznie kosztów. W takim wypadku RPP wróciłoby do poprzedniej formy jako szkoła przed krokiem do RSMP.

Część druga tutaj. Autorem głównej fotografii jest Łukasz Koziarski.

1 Comment

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply








Do Góry