Kategoria: Akademia Rajdy24.pl, Rallycross, Wywiady

Roksana Noniewicz- „wybór Rallycrossu był oczywisty. W końcu wysiadam z rajdówki szczęśliwa”- wywiad

Roksana to  jedna z nielicznych uczestniczek Rallycrossu w Polsce. Swoją przygodę zaczęła od szalonych wyścigów wraków. Piach, błoto i wymagające szutry, to coś w czym czuje się najlepiej. Na chwilę przed rozpoczęciem sezonu 2019 Roksana opowiedziała nam o początkach miłości do wymagającej, czterokołowej pasji.

Twoja przygoda z motorsportem zaczęła się od startów w popularnych obecnie wrakach. Jak do tego doszło, że znalazłaś się za kółkiem w typowej wrakowej „rajdówce”?

Motorsport od zawsze mnie fascynował.  Ten ryk silników i zapach palonej gumy to jest właśnie to. A tak na serio, to po prostu trzeba było zrobić pierwszy krok. Namówili mnie znajomi, którzy organizowali pierwszy  w okolicach Warszawy wyścig wraków. Stojąc na odprawie, w strugach deszczu i patrząc na kilkudziesięciu facetów w przeciwdeszczowych kurtkach, grubo się zastanawiałam co ja tutaj robię i czy aby na pewno dożyje do końca ;-). Stary poczciwy Ford w automacie, którym wystartowałam wytrzymał zaledwie 20 minut, ale miłość do wyścigów została…

Starty w takich wyścigach, to na pewno bardzo emocjonujące, dostarczające dużo adrenaliny trasy. Co najbardziej w nich lubiłaś?

Najbardziej lubiłam moment startu, to podekscytowanie,  tą adrenalinę, emocje na maxa, no i oczywiście wejście w pierwszy zakręt. Warto nadmienić, dla niewtajemniczonych, że we Wraku w jednym biegu zwykle startuje około 10 aut.  

Frajda, dobra zabawa, ale i pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, bo jak wiemy normy bezpieczeństwa dalece odbiegają od tych w profesjonalnych rajdach, czy KJS-ach. Nie bałaś się?

Kiedy zaczęłam startować nie miałam porównania,  nie wiedziałam jak jest przygotowany samochód i zawodnik w jakieś najprostszej imprezie amatorskiej, o zawodach rangi Mistrzostw Polski już nawet nie wspominając. Później gdy już miałam porównanie, bałam się, ale pokusa była silniejsza ;-).

Miałyśmy przyjemność krótko ze sobą porozmawiać i wspominałaś mi o przygodach, które Cię spotykały w tych szalonych wyścigach. Opowiedz o tych, które najbardziej zapadły Ci w pamięci?

Taka jest specyfika tych zawodów, że wiele rzeczy jest na porządku dziennym i każdy szybko się do tego przyzwyczaja. Na przykład zdjęte opony i jazda dalej na samej feldze, albo powrót bez niektórych elementów karoserii albo bez tłumików. Z takich przygód bardziej ekstremalnych to było uderzenie w moje drzwi, na skutek czego stłukła się szyba i całe szkło wsypało się do środka. Oczywiście dojechałam do końca, były to pólfinały, ale chyba nie było takich elementów ubrań, od butów po bieliznę, w których nie byłoby kawałków  szkła. Z serii komicznych zdarzeń  jako uzupełnienie całokształtu tego wyścigu,  kolega który chciał mi trochę obmyć auto zapomniał o braku szyby i wylał wiadro wody prosto na mój fotel. Czekał mnie finał, co mogłam zrobić ? Nie wiele myśląc wsiadłam w fotel, który był w tym momencie wielką kałużą i ukończyłam wyścig.

Wraki to ciekawa zajawka i początek Twojej czterokolowej pasji. Co Cię skłoniło do tego aby pójść w profesjonalne ściganie?

Sprawił to czysty przypadek, kolejny samochód, który kupiłam z myślą o Wraku był autkiem po imprezach amatorskich, częściowo przygotowany do startów.  Zdecydowanie brakowało mi techniki jazdy i takim oto sposobem, żeby potrenować przed Wrakiem, znalazłam się na torze na Bemowie w Warszawie i tam już zostałam. Kilka miesięcy później miałam już swoją pierwszą prawdziwą rajdówkę, Peugeota 106.

Ciekawi mnie jak wygląda opis odcinka w tych wyścigach. Czy wgl potrzebny jest pilot?

Opis odcinka nie jest potrzebny, trasa zwykle jest bardzo łatwa i niestety bardzo podobna za każdym razem. Pilot bardziej jest potrzebny do kontrolowania sytuacji na torze, bardzo ważne jest wiedzieć tak samo jak w Rallycrossie, że jakieś auto Cię dogania albo próbuje wyprzedzić. No i kiedy nie działają wycieraczki pilot zawsze może wysiąść na odcinku i przetrzeć szyby, to oczywiście przykład z własnego  doświadczenia.

Dużo miałaś rywalek, czy jako jedyna kobieta byłaś wśród zawodników?

Nie, nie byłam jedyną kobietą,  ale  jak to we wszystkich dziedzinach motorsportu tak i we Wrakach kobiet jest niewiele. Na chwilę obecną również startują panie, została nawet utworzona klasa Pań. Niestety jest ona podobno mało popularna, bo wbrew pozorom, większość Pań nie chce być wyróżniana i woli rywalizować w klasach ramię w ramię z Panami.

Wraki zapewne dały dużo doświadczenia, czy były sytuację w których się przydało?

Wraki nauczyły mnie kilku rzeczy, które się przydają w Rallycrossie i nie tylko  – odporności na bezpośredni kontakt na torze, to po prostu nie robi na mnie wrażenia i tego, żeby niezależnie od stanu auta i tego,  co się dzieje na torze uparcie dążyć  do mety.

Z piachu, kurzu i błota, „przesiadłaś się” na asfalt i czasówki. Czy trudno było się odnaleźć?

Zdecydowanie tak. Po kilku latach startów wciąż nie czułam się w tym dobrze. Nie lubię asfaltu, nie lubię precyzji, nie bawi mnie wyścig z czasem i pokonywanie własnych barier. 

Treningi i jeszcze raz treningi, nie gubiłaś zapału do bycia jeszcze lepszym, co dla Ciebie było największym osiągnięciem?

 Puchary w klasie Pań, których mam sporo,  traktuję jako bonus na pocieszenie ;-). Największą satysfakcję sprawiło mi kilka pucharów w klasie pojemnościowej i III miejsce w klasie Gość w cyklu Asfaltowy Puchar Toru Słomczyn za ubiegły rok. Jak większość zapewne wie, w klasie Gość nie ma podziału na pojemności, a przekrój aut jest od Evo i Subaru po moje rallycrossowe Seicento, którym startowałam w połowie imprez z tego cyklu. Drugą połowę moją  rajdówką do treningów,  Saxo VTS z seryjnym silnikiem.

 

 

 

 

 

 


Obecnie starty w Rallycrossie, czyżby powrót do korzeni? Kurz, wyboje i szutry – podobnie jak w wrakrece. Czyli jednak w tych warunkach czujesz się najlepiej?

Tym razem była to całkowicie  świadoma decyzja. Wiedziałam co mnie czeka i wiedziałam, że mi się to spodoba. Od kilku lat przyglądałam się tym zawodom, więc  kiedy poczułam się na siłach pójść o krok dalej, wybór Rallycrossu był oczywisty. I w końcu wysiadam z rajdówki szczęśliwa ;-).

 Wymarzona rajdówka do tego sportu według Ciebie to?

Odpowiem półżartem -wymarzona rajdówka dla mnie taka, która się nie psuje. Mam wyjątkowe szczęście do kuriozalnych i wręcz niewiarygodnych usterek samochodów. Od wypadających na odcinku rajdowym klocków hamulcowych, po spadające przewody paliwowe i zablokowany pedał gazu w pozycji maksymalnie otwartej przepustnicy. A tak na poważnie wymarzony samochód, to samochód  który się czuje w 100 % i taki w którym się wykorzystuje 100 % jego możliwości. Obserwowałam  wiele takich sytuacji, kiedy po zmianie rajdówki na mocniejszą wyniki kierowcy ulegały pogorszeniu.

Jesteś jedną z niewielu kobiet w Polsce, które decydują się na starty w takiej scenerii, jak się z tym czujesz?

Niewątpliwie wzbudza  to duże zainteresowanie innych kierowców, ale ze względu na to, że ogólnie kobiet w motorsporcie  jest bardzo mało, zawsze jesteśmy w centrum uwagi. Po prostu już się do tego przyzwyczaiłam. Nie wiem czemu kobiety jak dotąd unikały akurat Rallycrossu i cieszę się bardzo, że w tym sezonie będzie nas dużo więcej.

Szutry, wertepy i wiele innych utrudnień na trasie, czy dla kobiety jest to bardzo męczące?

Ja akurat strasznie się cieszę, że trasa wygląda w ten sposób. Bardzo lubię luźne nawierzchnie i lubię, kiedy się coś dzieje na torze. Bieg w rallycrossie , to tylko cztery okrążenia, trwające po kilka minut , więc wydaje mi się, że każdy jest w stanie wytrzymać tyle w całkowitym skupieniu. Szczerze mówiąc bardziej dokucza kombinezon i bielizna rajdowa, którą niezależnie od temperatury na zewnątrz trzeba mieć na sobie. Uwierzcie, że w upały naprawdę nie jest to łatwe. Biorąc pod uwagę to, że czasami długo czekamy na polach przedstartowych, myślę że temperatura w środku latem spokojnie oscyluje w granicy 50-60  stopni.

Jak wyglądają twoje przygotowania do startów, to wymagające zawody. czy pomagasz mięśniom wzmocnić się, np siłownia, a może Rallycross to jedyny sport w Twoim życiu?

 Moje przygotowanie do startów to głównie treningi samochodowe, ale ogólnie lubię ćwiczyć, mam na myśli fitness, chociaż właśnie ze względu na konieczność spędzania dużej ilości czasu za kierownicą na torze  i wyjazdy na zawody nie zawsze udaje mi się to robić to systematycznie.

W czym upatrujesz motywacje do startów?

Wydaję mi się, że tym różnimy się od panów, że potrzebujemy pozytywnej motywacji. Dla mnie najlepszą motywacją są postępy na torze, czasami większe, czasami  mniejsze, ale każdy krok do przodu się liczy. Nie poddaję się póki wiem, co jeszcze mogę poprawić i nad czym trzeba popracować. Poza tym po prostu to lubię, sprawia mi to przyjemność. Każdy musi mieć w życiu jakąś pasję.

 

 

 

 

 

Na koniec zapytam o plany na nowy sezon?

Odpowiedz jest oczywista –  Rallycross. Mam nadzieję że wnioski i doświadczenie z poprzedniego sezonu pozwolą poprawić w znaczący sposób wyniki. Proszę trzymać za mnie kciuki i koniecznie odwiedzić mnie na torze 😉

 

Zobacz również:

komentarzy








Do Góry