Kategoria: Różne, Wywiady

Paweł Przybylski – kierowca rajdowy o… golfie

Była adrenalina, prędkość, ryzyko i decyzje podejmowane w ułamkach sekund. Dziś były rajdowy mistrz Polski Paweł Przybylski stawia na spokój, duchowość, kontakt z naturą. Na pierwsze miejsce w hierarchii jego sportowych pasji awansował golf.

Golf a później długo, długo nic…

Anna Kalinowska: Trwają wakacje, pewnie warto byłoby zaplanować urlop gdzieś przy pięknej plaży…
Paweł Przybylski: Tylko jeśli obok będzie pole golfowe. Bo jaki sens miałyby wakacje, gdybym miał nie zagrać w golfa? Urlopy uzależniam od pól. Nie jadę tam, gdzie ich nie ma. To oczywiste. Podobnie z weekendami – życie rodzinne zaczyna się po 16. Wcześniej pochłania mnie gra na polu. W hierarchii weekendowych planów jest golf, długo, długo nic i dopiero potem inne sprawy.

Golf to dla pana…
Hobby, które odpowiada sumie moich potrzeb: uprawiania sportu, posiadania pasji, pragnienia chwili spokoju i spotkania z przyjaciółmi. Po latach zawodowego uprawiania rajdów samochodowych golf stał się nie tylko nowym hobby, ale przyjemnym uzależnieniem się od przyrody i przebywania na łonie natury. To także forma łączenia duchowości z ciałem, bo jak żadna inna dyscyplina wymaga spokoju w głowie, pewnej sytości umysłu, bycia w sobie, czucia wszystkich partii mięśni. W większości sportów wystarczy do podstaw technicznych dołożyć złość i koncentrację, a w golfie to za mało.

P.Przybylski3Mówi pan o łączeniu ducha z ciałem… Praktykuje pan jogę?
Tak, niedawno zacząłem, zdając sobie sprawę z tego, że rozciąganie i utrzymywanie organizmu w dobrej kondycji to ważna rzecz w moim wieku. Jakieś dwa/trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię, weekendy spędzam na golfie, do tego masaż i teraz dwa razy w tygodniu joga. Ale ona jest jeszcze trudniejsza i boleśniejsza niż golf! Chociaż taki plus, że człowiek cudownie czuje się po takich zajęciach. Tak to już jest – wszystko, co w życiu fajne kosztuje niewiarygodnie dużo wysiłku.

Jak przez lata układała się pana przygoda z golfem?
Pierwsze odbicia, jakieś 15 lat temu, nie zwiastowały nic dobrego. To był dramat. Kto by zakładał, że coś z założenia tak prostego, jak trafienie w piłkę może przysporzyć tyle kłopotu? Ale moja uparta natura spowodowała, że przeszedłem przez te trudne i frustrujące początki. Zresztą, dalej jest trudno. Ta nauka techniki trwa i trwa…

I końca nie widać?
Z golfem jest tak, jak śpiewali Skaldowanie: „Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go”. Jak żelaza są, to uderzenie driverem ucieka, jak driver opanowany to puttów nie ma. I tak to pewnie będzie do końca życia…

Nie jest tak źle, skoro rywalizuje pan w turniejach. Ostatnio chociażby w Deutsche Bank Polish Masters…
Nie należę do tej grupy pasjonatów, którzy jeżdżą po całej Polsce, ja już w życiu się nastartowałem. Teraz uczestniczę tylko w wybranych turniejach i to tylko tych, które odbywają się koło Warszawy. Wolę golf z kolegami. Więcej frajdy sprawia mi towarzyska runda wypełniona dowcipami i zabawnymi historiami znajomych niż walka o puchary.

W rogu pańskiego biura dostrzegłam golfowy kij do puttowania…
Raczej nie używany. Mam wrażenie, że gdy wchodzę do biura o 9 rano to za pół godziny jest 18. Nie wiem, gdzie ten czas się kurczy. W tygodniu nie trenuję, ale w weekend, o ile nie pada, moim obowiązkiem jest pojawić się na polu. Najczęściej bywam w Rajszewie na polu First Warsaw Golf, to ciekawy obiekt. To tak trudne pole, że nigdy się nie nudzi, jest tak ukształtowane, że zawsze coś przeszkadza – albo drzewo, albo krzaki, albo woda.

Przez lata uprawiał pan rajdy samochodowe, dwukrotnie zdobywając mistrzostwo Polski. Czy wciąż fascynuje pana ta dyscyplina?
Wyleczyłem się już nie niej, ale w kręgu zainteresowań pozostały samochody. Z tym że teraz miłość przeszła na komfortowe, luksusowe auta. Rajdów nie obserwuję już w taką uwagą jak kiedyś. Oczywiście kojarzę kto jest dobry, a kto nie, ale wolę śledzić wyniki z wygodnego fotela niż na żywo. Zresztą zawsze oglądanie na żywo było dla mnie męczące, wolałem siadać na kółkiem.

P.Przybylski1Sport rajdowy przechodzi kryzys w Polsce, w porównaniu do Formuły rajdy nie potrafią otworzyć się medialnie, jak inne formy sportu. Ja jestem zwolennikiem ekstremalnych rozwiązań, więc zmniejszanie pojemności, ograniczanie aktywnych dyferencjałów, schodzenie pod pretekstem oszczędności to według mnie ograbianie samochodów. Rozumiem intencje takich przepisów, ale nie podoba mi się to, nie zgadzam się z nimi. Jestem fanem dawnej grupy B i uważam, że powinno się uwolnić auta spod wszelkich przepisów, wtedy nie będzie oszukiwania. W grupie B trudno było samochód utrzymać na drodze, dźwięk i hałas – to robiło wrażenie! Dzisiaj te samochody są takie sobie. Czekam na nowe przepisy, które wejdą w 2017 roku i dopuszczą zwiększenie mocy, powrót elektroniki do dyferencjału – to będzie się podobać ludziom!

Czy da się porównać rajdy do golfa?
Nie. Rajdy to adrenalina, niebezpieczeństwo, nieporównywalne do żadnego innego sportu. Odwagą i ryzykiem można w rajdach nadrobić pewne niedociągnięcia techniczne, można coś osiągnąć. Golf to drugi biegun – jeśli nie jesteś syty, spokojny, skupiony na tym, co tu i teraz to nie zagrasz dobrze. Musisz czuć siebie, musisz być skoncentrowany na danym uderzeniu, a nie wybiegać myślami dalej. W rajdach liczy się za to przewidywanie, decyzje podjęte w ułamkach sekund.

Golf wraca po przeszło stu latach do programu igrzysk. Będzie pan oglądał olimpijski turniej?
Lubię oglądać zawodowy golf w telewizji – to jest bodaj jedyna dyscyplina, którą oglądając można poprawić swoją grę. Ten rytm, ten spokój… jak się tak naoglądam to następnego dnia gram lepiej. Kibicuję szczególnie Rory’emu McIlroy’owi, ale w czołówce jest wielu wyrównanych graczy, zatem nie odważę się przewidzieć, kto stanie na olimpijskim podium.

O czym pan marzy?
Należę do tych nieszczęśliwych osób, których nie satysfakcjonuje to, co ma, a goni zawsze za tym, czego nie ma. Trudno o lepszą definicję nieszczęścia… Aktualnym marzeniem jest dom w Portugalii, gdzieś przy Quinta de Lago lub Villamury, żeby w okolicy były pola golfowe i ocean.

Paweł Przybylski – ur. 28 grudnia 1959 r. w Warszawie, były kierowca rajdowy (zwany przez kibiców „Chudy”), dwukrotny rajdowy mistrz Polski (1993 i 1994), zwycięzca 13 rajdów zaliczanych do rajdowych samochodowych mistrzostw Polski. Miłośnik golfa (członek First Warsaw Golf & Country Club, handicap 11,2), zawodowo związany z Bioelektra Group.

Anna Kalinowska / Golf24

komentarzy







Serwis tworzy grupa pasjonatów, dla których rajdy samochodowe są czymś więcej niż tylko sportem.

Zgodnie z nazwą Rajdy24, relacjonujemy życie rajdowego świata 24 godziny na dobę.

Nasi partnerzy

Dołącz do nas!

Copyright © Rajdy24.pl (2014 - 2016). Właścicielem serwisu jest firma GB Promotion

To Top