Kategoria: Wywiady

Paweł Kajzar o pracy u boku Kajetanowicza (wywiad)

Paweł Kajzar – koordynator w zespole Kajetana Kajetanowicza, dwukrotnego Mistrza Europy, czterokrotnego Mistrza Polski i pasjonat motoryzacji od dziecka. Od zawsze sercem z rajdami, błyskotliwy, ale jednocześnie skromny i bardzo sumienny – zawsze stawiający na profesjonalizm. Prywatnie – niemal zawsze uśmiechnięty mąż i ojciec. Nigdy nie mówi „ja”, bo praktycznie zawsze myśli o zespole.

Zespół rajdowy to skomplikowany mechanizm złożony z wielu ludzi. O tym, jak będzie pracował decydują nie tylko ludzie, którzy go tworzą, ale także to czy ich praca będzie poukładana i zorganizowana. Tym, ale także wieloma innymi zadaniami, zajmuje się koordynator rajdowej ekipy.

Mariusz: Skąd pomysł na bycie koordynatorem?

Paweł: Początek mojej rajdowej historii i fascynacji tym sportem był taki sam jak u Kajetana. Mieszkałem w okolicy odcinków specjalnych Rajdu Wisły i Cieszyńskiej Barbórki. Kiedyś, na jeden z tych oesów zabrał mnie mój tata. W ten sposób zaszczepił u mnie miłość do tej dyscypliny. Mogę więc powiedzieć, że rajdy są moją pasją od dzieciństwa, odkąd pamiętam. Potem jeszcze wiele razy pojawialiśmy się z tatą przy odcinkach, a jak dorosłem, to sam regularnie podpatrywałem rywalizację kierowców i zespołów. Moim marzeniem była praca w jednym z nich. Funkcja nie miała wtedy dla mnie znaczenia. Liczyło się to, żeby być blisko tego sportu. To, że zostałem koordynatorem, jest w dużej mierze wypadkową wszystkich rzeczy i zadań, które wykonywałem dla zawodników i ich ekip.

W jakich okolicznościach rozpoczęła się twoja współpraca z Kajetanem, gdzie się poznaliście i od czego zaczęła się praca jako koordynator w zespole Kajetana?

Z Kajetanem chodziliśmy do tej samej szkoły. Mogę powiedzieć, że na jednym korytarzu spotkało się dwóch chłopaków nieźle zakręconych na punkcie tego sportu. Kajetan już wtedy „chorował” na rajdy, tak jak i ja. W końcu zrobiliśmy prawo jazdy, a Kajto zapracował na swojego pierwszego malucha i zaczął się ścigać. Później, w 2000 roku rozpoczął starty Fiatem Seicento, a ja wciąż go obserwowałem i wciągałem się w rajdy coraz bardziej. W 2004 roku Kajetan startował w Pucharze Peugeota i poprosił mnie o pomoc logistyczną podczas rajdu. Zgodziłem się bez wahania. Moje zadania dotyczyły organizacji noclegów. Dbałem, aby wpisowe było wpłacone na czas, pilnowałem rozliczeń – wszystko po to, by Kajetan mógł się skupić tylko na jeździe. Pracowałem wtedy w hurtowni chemiczno-kosmetycznej i na szczęście miałem wyrozumiałego szefa, który jak trzeba było, zwalniał mnie czasem z obowiązków abym mógł jeździć na rajdy. I tak się zaczęło… Jednak nie mogłem się jeszcze wtedy nazwać koordynatorem. Tak naprawdę pracę na tym stanowisku zacząłem u Leszka Kuzaja, który zaprosił Kajetana na testy, a następnie do swojego zespołu. Kajetan poprosił, abym razem z nim zaangażował się w ten projekt. Po małej przerwie, od 2007 roku pracowałem już w zespole Leszka Kuzaja. Przez 18 miesięcy byłem też koordynatorem Szymona, zacząłem także współpracować z innymi zawodnikami.

Czy bycie koordynatorem to trochę jak bycie menedżerem, czy to jednak dwie różne funkcje?

Nie, to kompletnie dwie różne funkcje. Menedżer ma całkowicie inne rzeczy na głowie. Dzisiaj tych zadań jest tak dużo, że fizycznie nie da się tych dwóch funkcji ze sobą połączyć.

Kiedy i jak przygotowujesz się do rajdu, jakie są twoje zadania?

Tak naprawdę do kolejnych rajdów przygotowujemy się niemal non-stop. Nie jest tak, że przyjeżdżamy z Rzeszowa i myślimy „Dobra, za dwa tygodnie Barum, co trzeba zrobić?”. O Barum myśleliśmy jeszcze przed Estonią. Na początku sezonu trzeba opracować plan, oczywiście w porozumieniu z kierowcą. To tak w dużym uproszczeniu. A moje zadania są ściśle nieokreślone (śmiech). To znaczy, że zajmuję się bardzo różnymi rzeczami, a wiele z nich wykracza poza ogólnie przyjęty zakres zadań koordynatora. Jednak przede wszystkim odpowiadam za logistykę całej ekipy i transport wszystkiego, co jest nam potrzebne w czasie rajdu, ale także przed i po. Przygotowuję też szczegółowe plany obowiązków na czas zawodów tak, by każdy wiedział, co i kiedy ma zrobić. Na samym rajdzie zajmuję się wszystkimi formalnościami (odbiór administracyjny, BK, itp.), a także pilnuję, żebyśmy wszystko mieli gotowe na czas – opony, samochód, ale także posiłki i odżywki dla Kajetana- słowem, planuję załodze dzień. Między rajdami dochodzi do tego organizacja testów, dbanie o sprzęt, który mamy. Na co dzień pracuję w Ustroniu, gdzie nasz zespół ma biuro. Działamy tam w czwórkę – z menedżerem zespołu i rzecznikiem prasowym, no i oczywiście z Kajetanem. Wielu ludziom wydaje się, że kierowca i zespół rajdowy to mają fajne życie – raz na kilka tygodni pojadą w piękne miejsce na rajd, który trwa kilka dni i tyle. To tylko pozory, bo codziennie ciężko pracujemy, żeby przygotować się do każdego startu tak dobrze, jak tylko umiemy albo nawet lepiej. Nie można czegoś nie zrobić, zapomnieć, pominąć. Wszystko musi być gotowe.

Jak wygląda twój dzień pracy, jeśli nie jesteście na rajdzie?

W jednym zdaniu – zawsze jest coś do zrobienia. W praktyce mamy rozpisane zadania, bo jak mówiłem – wcześniej przygotowujemy szczegółowy plan. To dotyczy także mojej pracy. Poza kwestiami logistycznymi i organizacyjnymi dbam też o naszą „flotę”, czyli treningówkę Kajetana, Subaru Imprezę, którą zdobył 3 tytuły Mistrza Polski i inne samochody, z których korzystamy. Do tego dochodzi zaplanowanie i wykonanie zadań związanych z udziałem Kajetana czy zespołu w różnych wydarzeniach. Na przykład w listopadzie Kajto był gościem specjalnym Warsaw Moto Show. Przygotowanie naszego stoiska, przywiezienie wszystkich rzeczy, dogranie z M-Sportem dostarczenia rajdówki Kajetana – to wszystko było na mojej głowie. Mamy też wiele zobowiązań wobec naszego strategicznego Partnera, czyli Grupy LOTOS. Naszą ambicją jest wypełniać je jak najlepiej, więc każda taka akcja musi być dobrze zaplanowana i przeprowadzona.

Kto jest u was szefem i jak ci się z nim układa współpraca?

Na co dzień szefem jest Kajetan, ale w czasie rajdu szefem jestem ja. Chodzi o to, żeby Kajetan miał maksymalnie wolną głowę i pewność, że może skupić się wyłącznie na walce o zwycięstwo. Z Kajetanem znam się bardzo, bardzo długo, więc w wielu kwestiach rozumiemy się bez słów. Tu chodzi przede wszystkim o podejście do pracy, odpowiedzialność czy zaangażowanie. Oczywiście, zdarzają się także trudne sytuacje, ale jak widać, wychodzimy z nich obronną ręką.

Nie przeszkadza ci mały rozgłos? Wiesz, Kajetan to znana postać, czterokrotny mistrz Polski, dwukrotny mistrz Europy, Jarek Baran to wieloletni, doświadczony pilot. Chciałbyś, żeby o tobie też było trochę głośniej?

Nie, jest mi dobrze z tym, jak jest teraz. Miałem przyjemność, że w 2011 tytuł Mistrza Polski zdobyliśmy razem, dwa tytuły Mistrza Europy również wywalczyliśmy razem i z tego się cieszę. Poza tym ta praca jest moją pasją, a rajdy dają tyle przyjemności i tyle adrenaliny, że żaden rozgłos nie jest mi do szczęścia potrzebny.

Praca koordynatora, tak myślę, wiąże się pewnie z częstymi wyjazdami. Ile czasu w ciągu roku spędzasz poza domem, jak rodzina radzi sobie z twoją nieobecnością, czy to da się wszystko jakoś pogodzić?

W 2008 roku, kiedy pracowałem u Leszka Kuzaja, prowadziłem kalendarz, w którym zaznaczałem sobie, ile dni nie byłem w firmie i wyszło mi, że przez cały rok tych dni było 60, z czego 52 to były sobota i niedziela plus jakieś święta. Po raz drugi taki kalendarz pomogła mi zrobić żona. Obliczyliśmy, że w 2012 roku nie było mnie w domu przez 180 dni. Wtedy byłem związany z wyścigami samochodowymi. Przez parę lat pracowałem z zespołem, który startował w Porsche Super Cup i Porsche Carrera Cup Deutschland. To już dawało 33 robocze weekendy, przy 52, które są w całym roku. W naszym zespole tych weekendów jest znacznie mniej, tak więc o wiele łatwiej jest mi pogodzić mi życie zawodowe z prywatnym, pracując w zespole Kajetana.

Jakie według ciebie powinien mieć cechy dobry koordynator?

To jest bardzo trudne pytanie, dlatego że odpowiedź zależy od tego, czego oczekuje kierowca czy szef zespołu. Dla mnie najważniejsze jest to, że z Kajetanem ufamy sobie w 100 procentach. Na pewno dobry koordynator musi być odporny na stres, sumienny, punktualny, rzetelny, z poczuciem humoru, które bardzo pomaga w wielu sytuacjach, np. w kontaktach z innymi osobami. Powinien też znać języki obce, przynajmniej angielski. W 2015 i 2016 roku jeździliśmy w Mistrzostwach Europy, więc z dodatkowym stresem mogło się wiązać to, że nie uda się czegoś załatwić w biurze rajdu, właśnie z powodu bariery językowej, ale powiem szczerze, że w przeciągu tych dwóch lat w Mistrzostwach Europy i pięciu w wyścigach nie zdarzyło mi się, żebym z biura jakichkolwiek zawodów wyszedł bez załatwienia sprawy, która została mi zlecona.

Największe wyzwanie w karierze koordynatora?

To był 2015 rok, początek naszej współpracy z Kajetanem w Mistrzostwach Europy. Od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Pojechaliśmy 2 stycznia na Rajd Janner do Austrii, a tam, już po naszym przyjeździe spadło bardzo dużo śniegu. Warunki zmieniły się diametralnie, a my nie mieliśmy wąskich opon na głęboki śnieg i wtedy dostałem trochę nierealne zadanie do wykonania. Kajetan powiedział „Nie wiem, co zrobisz, ale potrzebujemy tych opon, możesz je wyczarować”. No i w przeciągu dnia zorganizowałem chyba z 12 tych gum, już nie pamiętam dokładnie. Przysłowiowo wyciągnąłem je spod ziemi. W pierwszym dniu tymi oponami dysponowaliśmy tylko my i może jeszcze jeden zespół, natomiast na drugi etap drugiego dnia inne zespoły ściągały je w pośpiechu z innych krajów. Tym samym wyprzedziliśmy innych o jeden dzień i wygraliśmy rajd z przewagą 6 czy 7 minut (przyp. autora +6:36.2). Inne wyzwanie również związane z oponami to zdobycie opon ze specjalnej mieszanki na Rajdzie Azorów. Problem polegał na tym, że producent nie dostarczył jednej mieszanki i nikt tych opon nie miał, poza nami. Na miejscu niektórzy pytali nas, czy przywieźliśmy je z polskiego supermarketu 😉

Jakim szefem jest Kajetan, jak się dogadujecie? Czy jest wymagający i czy ciągle się śmiejecie?

Kajetan jest bardzo pogodną osobą i uśmiechem zaraża innych. Jak wiadomo, uśmiech pomaga radzić sobie z najróżniejszymi problemami i wyzwaniami, więc staramy się wzajemnie tym uśmiechem dobrze na siebie wpływać. Chodziliśmy razem do szkoły, więc łączy nas wiele wspomnień, bardziej i mniej śmiesznych, ale zawsze byliśmy dobrymi kumplami i dobrze się rozumiemy. Jak się dogadujemy? Kajto jest moim szefem, więc wykonuję wszystkie jego polecenia, ale dużo jest w tym przyjaźni.

Czy miałeś jakieś zabawne sytuacje podczas swojej pracy jako koordynator?

Sytuacje, z których się śmiejemy najczęściej, zdarzają się po rajdach, bo przed i w trakcie zawodów trzymamy koncentrację na naszych zadaniach. Czasem robimy sobie różne dowcipy. Wlanie komuś wyjątkowo ostrego sosu z zupki chińskiej do hot-doga kupionego na stacji benzynowej nie jest niczym nadzwyczajnym. A z bardziej odległych czasów, pamiętam jak dziś, kiedy Kajetan miał do treningu żółte Seicento. Pracowałem wtedy w hurtowni. Pewnego poranka dzwoni do mnie Kajto i pyta co robię. Odpowiedziałem, że właśnie wstałem i zbieram się do pracy. Jest 7 rano, zima, a on mnie prosi, żebym przyjechał do Jonka na Kempę, bo „nie wydało”. Przyjeżdżam, a tam Seicento na dachu. Wspólnymi siłami postawiliśmy je na koła i poszliśmy do pracy. I to była jedna z zabawniejszych sytuacji, jakie pamiętam.

Czy ciągnęło cię kiedykolwiek do startów?

Raz spróbowałem. Było to w 2003 roku w Rajdzie Cieszyńskiej Barbórki. Jechałem Peugeotem 206 XS od Łukasza Witasa (dziękuję raz jeszcze Łukasz), jako samochód funkcyjny (K). To była ta pamiętna Barbórka, na której odcinki były solone, ale ja byłem jedną z wielu ofiar zimowej aury. Do szczytu było sucho, a za szczytem była zima i na jednej takiej pułapce pogrzebałem swoje szanse na metę. Od tamtego czasu już nigdy nie wystartowałem, ale uprawiałem też inną dyscyplinę.

Jaką?

Byłem skoczkiem narciarskim.

Słucham?

Tak. Cztery lata skakałem na nartach i to z Adamem Małyszem. Ja jeszcze jako młodzik, a on już jako junior. Adam był wychowankiem KS Wisła, a ja trenowałem w kubie Olimpia Goleszów. Byłem bardzo młodym skoczkiem, ale jakiś tam rekord, a konkretnie 22 metry, mam na swoim koncie.

Jakie macie plany na przyszłość?

Aktualnie wiemy, że nic nie wiemy. Decyzje u naszych partnerów jeszcze nie zapadły. Czekamy więc na ich odpowiedzi, ale wiem, że jesteśmy gotowi, żeby zrobić krok naprzód.

Co masz na myśli, mówiąc krok dalej?

Myślę, że WRC 2 jest dobrą serią dla Kajetana i dla naszego całego zespołu. Wiele nowych rajdów, nieznanych odcinków specjalnych, na których można się porównać ze światową czołówką. No ale, to gdzie będziemy rywalizować zależy od środków, jakimi będzie dysponował zespół.

Ostatnie pytanie, co robisz w wolnych chwilach, jakie jest twoje hobby?

Lubię robić wszystko, co jest związane ze sportem, z adrenaliną. Kiedyś bardzo dużo jeździłem na nartach. Zwłaszcza szybka jazda na nartach sprawiała mi frajdę. Relaksuję się też na kołach, ale dwóch – tych rowerowych. Oprócz tego dużą frajdę sprawia mi łowienie ryb – woda mnie uspokaja.

Dziękuję, Paweł, za spotkanie i wywiad. Mam nadzieję, że znów się spotkamy. Życzę tobie i całemu zespołowi dalszych sukcesów, trzymam kciuki za realizację waszych celów.

Dziękuję również.

komentarzy







Serwis tworzy grupa pasjonatów, dla których rajdy samochodowe są czymś więcej niż tylko sportem.

Zgodnie z nazwą Rajdy24, relacjonujemy życie rajdowego świata 24 godziny na dobę.

Nasi partnerzy

Dołącz do nas!

Copyright © Rajdy24.pl (2014 - 2016). Właścicielem serwisu jest firma GB Promotion

To Top