Kategoria: Różne, Wywiady

O rajdach z Hołowczycem: straciliśmy tę widowiskowość

fot. X-Raid

Krzysztof Hołowczyc – Mistrz Europy z 1997 roku, zwycięzca Pucharu Świata z 2013 roku, ale przede wszystkim jeden z największych autorytetów w świecie sportów motorowych. Specjalnie dla naszego serwisu opowiada o chorobach dzisiejszych rajdów, o potrzebie zmian, a także powraca do najlepszych czasów Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Zapraszamy!

Czasy pańskich startów w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski nazywane są często złotą erą polskich rajdów. Dzisiaj po tych czasach nie ma już śladu, a polskie podwórko pogrążyło się w wielkim kryzysie. Co się zmieniło, że rajdy samochodowe stały się nagle sportem niszowym?

Zauważyłem parę błędów. Przede wszystkim w regulacjach FIA, które nakazały budować coraz mniejsze rajdówki, które z kolei nie budziły już tak wielkich emocji. Teraz wszystkie auta wyglądają podobnie, mają małe silniki o stosunkowo małej mocy. Pamiętam, kiedy za moich czasów, jak wyjeżdżało takie Subaru WRC, to dudniła ziemia. To wyskakiwało w powietrze i nie do końca było wiadomo, jak to się skończy. Kierowca musiał kiedyś włożyć mnóstwo pracy, aby utrzymać się na trasie. Teraz chłopaki wylatują w powietrze, lądują na jedno koło… Kiedyś to by była scena kończąca, a teraz pach… Jak magnesik, odjechał i zniknął.

Problemem polskich rajdów nie jest jednak tylko ich mała widowiskowość, lecz również nieczysta walka, która rozstrzygana jest przy stolikach sędziowskich…

Mnie to strasznie boli. Słyszę o aferach, a nie o tym, jak chłopaki się ścigali, jak było na oesach, kto pięknie przejechał. Ja kocham sport, kocham walkę z czasem, kocham rywalizację, ale cały zielony stolik mnie nie interesuje. Przez 30 lat swojego życia nigdy nikogo nie protestowałem i tak to już zostanie.

Nie uważa pan jednak, że RSMP całkowicie zatrzymało się w rozwoju? W rajdach terenowych mamy Dacia Duster Cup, w wyścigach puchar Kii, a ostatni, dobrze zorganizowany puchar, jaki obserwowaliśmy w RSMP, odbył się cztery lata temu…

Dobrze by było, żeby coś takiego powstało. W rajdzie musi jechać dużo aut, żeby było po co przychodzić. Teraz jedzie kilka aut i właściwie nie ma czego oglądać. Bardzo podoba mi się określenie „twardy elektorat”. W rajdach jest właśnie taki twardy elektorat, który przyjedzie, obejrzy i pojedzie. On zawsze będzie, ale to jest mała, wąska grupa, która za rajdami podąża. Ostatnio przyjechałem na Rajd Dolnośląski, gdzie jeździłem Polo Proto. Ja patrzę i mówię, że to jest niemożliwe. Przecież ja tu jeszcze niedawno byłem i pamiętam, że były tłumy. Wszędzie było czarno od ludzi, a teraz przyszło parę osób. Tu grupka, tam grupka…

14682144_1317105874980896_7662893825524221020_oZmian natomiast nie brakuje w WRC, gdzie od nowego sezonu wchodzi nowy regulamin, który pozwala znacznie rozwinąć rajdówki. Czy jako ekspert, zauważa pan jakieś zagrożenia, które mogą nieść za sobą te zmiany?

Zagrożenie będzie jedno. Wydaje mi się, że za chwilę FIA zrobi super licencję i nagle pozostanie kilkunastu gości, którzy będą umieć obsługiwać się tymi urządzeniami. Może nam powstać hermetyczna, światowa elita, do której ciężko będzie się przedostać innym kierowcom.

Czy nowe auta nie będą według pana zbyt nowoczesne? Kibice kochają przecież rajdy za tę nutę szaleństwa, a nie pościg technologiczny rodem z F1…

Ja bym się starał zahamować postęp technologii. Niestety nie cofniemy już tego do momentu, kiedy były największe moce, kiedy ludzie kochali te samochody, kiedy one jeździły długimi bokami, kiedy widać było tę ogromną energię. Dzisiaj auta mają stosunkowo niewielką moc, ale są piekielnie skuteczne, mają niezwykłą sprawność, ale my, jako kibicie, nie jesteśmy w stanie tego ocenić…

Teraz przyjemność odczuwa tylko kierowca…

Tak, teraz każdy samochód jedzie identycznym torem i wszyscy szukają ułamków sekund. To się niestety zrobiło mniej emocjonalne. To jest właśnie smutne w rajdach, że straciliśmy tę widowiskowość. Te samochody bardzo szybko jadą, ale kibic tego nie widzi… To jest trochę ślepy zaułek… Zły kierunek… Spójrzmy na Amerykanów. Ktoś może powiedzieć: po co jeździć po owalu, trzydziestoma samochodami z epoki przedlodowcowej, ale ludzie to kochają. Kilkadziesiąt tysięcy fanów przychodzi i cieszy się. Samochód za 100 tys. dolarów, a naklejek na nim i zainteresowania za miliony. To musimy zmienić w motorsporcie. To jest mój cel, żebyśmy nauczyli wszystkich szukania adrenaliny, walki, a nie pościgu technologii, który niestety daje poprzez rozwój szanse tylko najbogatszym. Przychodzi sobie firma, która ma dowolny budżet i zaraz jest mistrzem świata, wszystko zdobywa i przez to sport staje się trochę smutny. Tego się boje w sporcie.

Może dobrą odpowiedzią na oczekiwania kibiców i mediów będą auta w stylu pańskiej prywatnej rajdówki? Kiedy jechał pan nią na Warmińskich Szutrach, pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, w której kibice bardziej czekali na przejazd zerówki, niż na przejazd zawodników walczących o najlepszy czas.

Mówisz o Subaraku? Bardzo mocno marzyłem, żeby zbudować samochód, który jest bardzo lekki i sprawny. To auto z dwulitrowym silnikiem, z napędem na cztery koła, z już dosyć nowoczesnym rozłożeniem masy, bo siedzimy tam bardzo z tyłu. Tak jak w nowoczesnych wurcach. Pedal Box jest przesunięty do przodu, a kierownica jest dość długa.  Samochód, który nie dysponuje jakimiś wielkimi inwestycjami jeśli chodzi o koszty… No, może jedynie obudowa auta, która jest kewlarowa, dzięki czemu auto przepięknie wygląda. Jest bardzo fajny w prowadzeniu, ma bardzo nisko położony środek ciężkości, także nawet w akcji wygląda bardzo przyzwoicie i przyznam się szczerze, że nie sililiśmy się tutaj na jakieś wielkie ilości koni mechanicznych, tylko zbudowaliśmy to auto, żeby robić nim dużo kilometrów, ale żeby nie kosztowało to dużo. To jest właśnie kontynuacja tej mojej filozofii motorsportu… Należy maksymalnie zejść z kosztów. Walka musi się toczyć, ale za rozsądne pieniądze.

Czyli uważa pan, że krok w tył w technologii, będzie krokiem naprzód dla spektakularności i rywalizacji?

Teraz auta znów nabiorą mocy, ale już nikt nie pozwoli sobie na ucieczkę z tej fantastycznej trakcji i docisku aerodynamicznego, także to już jest za nami. Raczej szukałbym możliwości lepszego przeżywania rajdu, czyli: kamery onboardowe, livetiming…

Tylko jak do tego zachęcić media?

No właśnie… To już jest niestety sytuacja, w której potrzebujemy Roberta Kubicy, który będzie walczył o zwycięstwo, będzie budował napięcie, ale nie wiem, czy to wystarczy.

A czy nie uważa pan, że w Polsce jest już wystarczająco wiele, aby rozbudzić ekscytację rajdami? Przez trzy sezony obserwowaliśmy Kubicę w WRC, Kajetan Kajetanowicz zdobył dwa tytuły mistrza Europy, lecz media, z jakiegoś powodu, skutecznie omijały te tematy.

Masz rację. Kajto zdobywa drugi raz mistrzostwo Europy i nie można tego w ogóle sprzedać. Kiedy zrobiliśmy to z Wiślakiem, to było wydarzenie na poziomie narodowym. Cała Polska czekała i śledziła ten ostatni rajd na Cyprze. To były piękne czasy. Zostałem wtedy nawet sportowcem roku. To był szczyt. Niestety, od tamtej pory to cały czas jedzie w dół. Szkoda…

Ostatnio już tylko okazyjnie obserwujemy pana walkę z czasem na odcinkach. Czy jest jeszcze szansa, że zobaczymy Krzysztofa Hołowczyca regularnie startującego w motorsporcie?

(Śmiech) Ja już swoje czasy świetności, szczególnie w WRC, mam już za sobą. Teraz, jest to już raczej forma spotkania z kibicami. Dla mnie te stwierdzenia typu: Panie Krzyśku, jak pan tam na Michałkowej, na spadaniu szedł po rowie i pan tam trzymał gaz, to ja do końca życia tego nie zapomnę. To są momenty, które mnie budują, dzięki którym mogę sobie przypomnieć te wspaniałe czasy polskiego motrosportu, kiedy był Jasiu, kiedy Leszek był w formie, kiedy wszyscy zasuwaliśmy. To były takie zawody, że ziemia drżała i nikt nie odpuszczał.

Któreś momenty szczególnie zapadły panu w pamięć?

Był taki oes Wymój-Mańki, słynny oes, który mógłbym z zamkniętymi oczami jechać i pamiętam jak dziś, jak Jasiu przywiózł wtedy pierwszego Focusa WRC. To już była zupełnie inna trakcja, „nowożytny samochód”, a ja jechałem Subaru. Jechałem to dokładnie na 100%, nie było odjęte nigdzie, a jednak go przegraliśmy, i to był ten oes, który tak bardzo kochałem i tak bardzo znienawidziłem. Jak mogłem przegrać swój ukochany oes… Miałem ogromną przyjemność i satysfakcję, że w następnym roku pojechałem Łapanów, który był oesem Jasia i wygrałem go wtedy z nim o pół sekundy. To są te dwa oesy, które mile wspominam. I tamte czasy- bo ja cały czas będę do nich powracał-które generowały niesamowitą adrenalinę, walkę. Taką, że obydwaj jechaliśmy jak w takim zwidzie, szaleństwie, żeby jeszcze gdzieś urwać kawałeczek. Największy oes mojego życia to była walka z Deppingiem. Wtedy powiedziałem do Wiślaka – Wiślak, teraz, albo nigdy – i pojechaliśmy każdy zakręt odrobinę za szybko. Czułem, że byłem w takim tempie, takim drżeniu… Wygraliśmy ten oes z tak ogromną przewagą, że Dieter aż przecierał oczy ze zdumienia. To był mój oes życia.

komentarzy







Serwis tworzy grupa pasjonatów, dla których rajdy samochodowe są czymś więcej niż tylko sportem.

Zgodnie z nazwą Rajdy24, relacjonujemy życie rajdowego świata 24 godziny na dobę.

Nasi partnerzy

Dołącz do nas!

Copyright © Rajdy24.pl (2014 - 2016). Właścicielem serwisu jest firma GB Promotion

To Top