Kategoria: RSMP, Wywiady

Jan Chmielewski: nie muszę przeżywać rozterek, co mam wybrać

Jan Chmielewski to dwukrotny z rzędu (i aktualny) król ośki w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Kierowca ma na swoim koncie również sporo tytułów w klasach 5, 6 czy w markowych rozgrywkach Citroën Racing Trophy Polska. Jest jednym z zawodników, których bardzo chcielibyśmy oglądać już w samochodzie napędzanym na cztery koła. Zadebiutował w nim podczas ostatniej Barbórki, robiąc niemałą sensację za kierownicą Forda Fiesty R5+.

Chmielewski rozpoczął zmagania we wspomnianej Barbórce od trzeciego czasu na odcinku testowym, następnie wykręcił taki sam rezultat na pierwszej próbie. Dzięki dobrej jeździe ukończył rajd na dziewiątym miejscu i miał powody do zadowolenia, choć na mecie jego uczucia były mieszane, przede wszystkim ze względu na kwestie finansowe. Czy Janek zrealizuje plan 4×4 do mistrzostw Polski 2015? Zapraszamy do przeczytania wywiadu, w którym zdradza swoją historię.

Swoją przygodę z profesjonalnym sportem rozpocząłeś od roweru trialowego, na którym odniosłeś wiele sukcesów. Co Cię skłoniło do zmiany dyscypliny i dlaczego wybrałeś rajdy?
Spędziłem na rowerze wiele lat, starty rozpocząłem niedaleko Makowa Podhalańskiego, w Stryszowie. Uprawiałem cyklotrial, jazdę na rowerze po przeszkodach. Niestety, to był taki sport, w którym wiele (a nawet wszystko) zależy od sędziego, który albo chce widzieć, albo nie chce widzieć podparć danego zawodnika – za które otrzymuje się punkty karne; często zdarzali się sędziowie stronniczy, którzy potrafili wypaczać wyniki zawodów. Dochodziło do wielu nieprawidłowości, na to nałożyły się moje kłopoty z „przetrenowanymi” kolanami. Miałem swój niezaprzeczalny dorobek, zdobyłem siedem tytułów mistrzowskich i wicemistrzowskich, byłem też mistrzem Słowacji i czwartym zawodnikiem mistrzostw świata 1997. W sumie uznałem wtedy, że swoje już zrobiłem i po ponad 8 latach startów odwiesiłem na kołek mój rowerowy kask.

Początki to przede wszystkim Opel Astra; fot. Jacek Mazur

Początki to przede wszystkim Opel Astra; fot. Jacek Mazur

Jak wyglądał Twój pierwszy kontakt z rajdówką i jak do niego doszło?
Tata jest dziennikarzem, często obsługiwał rajdy i za sprawą tych wyjazdów miałem pierwszą styczność z rajdówką. Jako kilkuletni dzieciak biegałem za tatą, który przeprowadzał wywiady z zawodnikami w RSMP, m.in. z wielkim mistrzem Marianem Bublewiczem; pamiętam, że po Rajdzie Krakowskim na rozdaniu nagród w Domu Kultury w Myślenicach Bublewicz wspaniałomyślnie obdarował mnie rajdową torbą i czapką Marlboro… Wielka popularność i sława Mariana na pewno była dla mnie magnesem, wciągającym do świata rajdów. Miałem to szczęście, że Tata wprowadził mnie do tej dyscypliny. Tu nie jest tak jak w piłce nożnej, że idziesz na boisko i już kopiesz w piłkę. W naszej ukochanej dyscyplinie często potrzebny jest ktoś, kto Cię wprowadzi w tajniki, wytłumaczy, o co w rajdach chodzi, jak trafić, kiedy wyjechać itd.

Twój pierwszy sezon w RSMP to rok 2007. Jak przebiegała Twoja nauka i co Ci sprawiało największą trudność?
Pierwszy sezon nauki w RSMP przebiegał boleśnie i to niestety w dosłownym tego słowa znaczeniu. W rajdach są dwie drogi: jeśli masz budżet to pobierasz nauki od starszego kolegi po fachu, a jeśli nie masz – a tak było w moim przypadku – to uczysz się na własnych błędach, doświadczenie zdobywasz samemu, co niestety również bywa czasem kosztowne, a nawet bolesne. Zatem mogę z dumą powiedzieć, że jestem samoukiem. Tym bardziej miło mi, gdy pojawiają się osoby, które chcą skorzystać z mojej wiedzy.

Jako swój wzór wskazujesz na Janusza Kuliga. Czy próbowałeś wzorować się na jego jeździe?
To zdecydowanie właśnie Janusz Kulig najbardziej zarażał mnie rajdami. Oglądając Janusza w Megane Maxi, a później w Escorcie i Focusie WRC, nie można było nie pokochać tej dyscypliny. Nie myślałem nigdy o tym w kategoriach wzorowania się na jeździe Janusza, to był geniusz, ale mnie zafascynował jego ogromny optymizm i dzielenia się nim z ludźmi. Kiedyś przeprowadzałem dla studenckiego magazynu wywiad z Januszem (jak się później okazało jeden z ostatnich) i na czymś „wyłożyłem się” w trakcie rozmowy. Janusz powiedział wtedy, że jestem słabo przygotowany – ale zrobił to z przyjaznym uśmiechem na twarzy.

fot. Tomasz Macherzyński

fot. Tomasz Macherzyński

W latach 2008-2010 jeździłeś Citroenem C2-R2. Jakie były mocne i słabe strony tego auta? Czy było to auto, którego musiałeś się długo uczyć?
Co ciekawe, słabych stron nie pamiętam, więc chyba ich nie było za wiele… Były pewne kłopoty z elektryką i elektroniką, ale udawało nam się je opanować. Cieszy mnie, że samochody po mnie całkiem dobrze jeżdżą i to do teraz, ale na ogół to już któraś ręka z kolei. Jedno jest obecnie w rękach sympatycznego Pascala we Francji, reszta u nas w Polsce. Auto ze względu na swoje wymiary było nerwowe, wymagało agresywnego stylu jazdy, ciągłego ataku. Cały czas dużo się w nim działo. Powiem szczerze, że wsiadłbym chętnie do takiego C2-R2 MAXa. Nie jest już łatwo o dobry egzemplarz. Czasem oglądam archiwalne nagrania z łezką w oku…

W 2011 roku wsiadłeś do najnowszej broni Citroena, a więc DS3-R3. Wielu kierowców mówi, że to auto bardzo specyficznie się prowadzi. Co odróżnia tą rajdówkę od innych? Czy Ty też miałeś problemy, aby dobrze ustawić to auto lub w pełni je opanować na oesie?
Auto prowadzi się inaczej ze względu na konstrukcję, ale to nie znaczy, że źle. Wymaga przestawienia w głowie pewnych rzeczy, a na to trzeba czasu. Auto ma turbinę tylko „na przedniej osi”, a więc jest duży moment obrotowy, przez który łatwo można zerwać przyczepność. Pierwszy start był dość trudny, ja w lewo, a auto w prawo. 🙂 Auto jest bardzo czułe na zmiany w nastawach amortyzatorów. Ale sytuację mamy już od dawna dobrze opanowaną. 🙂

Czy według Ciebie różnice między autami R2 a R3 powoli się zacierają? Które auto według Ciebie jest lepsze dla młodych kierowców?
Auta są zbliżone, myślę, że z R3 można osiągnąć więcej dość łatwo, ale może jest tu obawa o koszty, których lepiej już nie podnosić. W R3 jesteśmy dalecy od wysokich cen S1600, ale tanio nie jest. Z drugiej strony ceny nowego Peugeota 208 R2 są wyższe niż używanego DS-a z pakietem części i kół. Kiedyś dzięki uprzejmości Peugeot Polska i Peugeot Sport miałem okazję przetestować 208 R2 i tam za kierownicą w zasadzie wystarczyło… nie przeszkadzać. Z drugiej strony w R2 też nie jest już tanio. Powiem szczerze, że wybudowanie pierwszej naszej C2-R2 base, tzn V07, kosztowało niewiele ponad połowę tego ile zawodnicy wydają obecnie na 208 R2.

IMG_6537Jakie są różnice w eksploatacji między autami R2 a R3?
W tym miejscu należy oddać szacunek dla inżynierów Citroen Racing. Konstrukcja DS3-R3 zapewnia wysoką bezawaryjność. Mam wrażenie, że kilku kolegów, którzy jeżdżą w R2, poniosło większe koszty na starty, bo auta R2 potrafią być zawodne, a niektóre części nieproporcjonalnie kosztowne. Dzięki naszej wiedzy w DeeSie teraz jest już OK, na początku było ciężko, a zdobywanie tych doświadczeń kosztowało mnie cztery lata startów.

Gdybyś otrzymał propozycję startów autem R5 w RSMP oraz propozycję startów autem R2 w ERC, to którą opcję byś wybrał?
Zrobiłbym wszystko, żeby połączyć te cykle. Jeśli byłoby to niemożliwe, to wybrałbym ERC, gdyby nie głód startów R5. A więc z jednej strony chciałbym pojechać w ERC, a z drugiej jednak strony po bardzo krótkiej przygodzie we Fieście R5 na Barbórce, jestem całkowicie zakochany w tym aucie, niestety bez wzajemności, bo nie mam budżetu na starty takim autem. Tak więc nie muszę przeżywać rozterek, co mam wybrać…

Przejeździłeś w RSMP już osiem sezonów, przez co jesteś już doświadczonym zawodnikiem jeśli chodzi o polskie oesy. Czy starty na naszym podwórku wciąż dają Ci możliwość rozwijania się?
Odpowiem inaczej: dla większości polskich firm lepszym interesem jest promowanie się poprzez RSMP, tylko niewiele firm jest zainteresowanych promowaniem się poprzez zagraniczne starty. Stąd moje starty w Polsce. Jeśli chodzi o rozwój – rajdy są tak nieprzewidywalne, że każdy odcinek, kilometr, a nawet metr przynosi coś nowego – to umożliwia rozwój i zdobywanie doświadczenia.

Debiut w samochodzie napędzanym na obie osie - Barbórka 2014

Debiut w samochodzie napędzanym na obie osie – Barbórka 2014

Od wielu lat jesteś związany z tymi samymi partnerami. Dlaczego wciąż nie możemy Cię oglądać w aucie czteronapędowym? Jak z planami na ten sezon?
Oj nie przesadzaj, widzieliście mnie przecież w aucie 4×4 na Barbórce. 😉 Oczywiście chciałbym pozostać w takim aucie, ale Barbórka choć jest krótka, niestety uwypukliła nam, jak bardzo kosztowne są te samochody. Jeśli chodzi o sezon 2015, to do R3 chciałbym dodać jeszcze „dwójkę”, żeby w sumie mieć R5, ale chyba tak się nie stanie. Po prostu niestety na ten moment nie podołamy. Dochodzimy tu do takiego miejsca, w którym ktoś mógłby pomyśleć, że jestem tym zawiedziony. Tak nie jest! Cieszę się, że mogę w ogóle startować i że są firmy, które przeznaczają środki na realizację mojego programu startów. Jestem szczęśliwy, że po prostu ktoś docenia naszą robotę. Poza tym DS3-R3 jest bardzo udaną konstrukcją, wystarczy ją dobrze zrozumieć, aby z uśmiechem na twarzy czekać na kolejne zawody. Reasumując: raczej pozostaniemy w Citroenie, choć jeszcze nie wiem, kto będzie przy nim „mechanikował”. 🙂

Jakie jest Twoje największe marzenie, jako kierowcy rajdowego?
Auto WRC z takich marzeń kosmicznych, a z tych bardziej przyziemnych to R5 z solidnymi testami przedrajdowymi – chociażby na Elmot, przepraszam – na Świdnicki. 🙂

Jaka jest Twoja największa wada jako kierowcy rajdowego oraz największa zaleta?
Nie mam żadnego znajomego szejka, który byłby właścicielem rafinerii, 🙂 to jest moja niewątpliwa wada. A zaleta? Chyba to, że konsekwentnie podążam do celu i że robię to z uporem – nie szczędząc pracy i sił. Ale mnie trudno to oceniać, niech zrobią to inni.

Gdybyś mógł stworzyć od podstaw cały odcinek specjalny, to jakby on wyglądał? Jakim autem chciałbyś go przejechać?
Byłby on mega hardcorowy, z dużą ilością zmiennych warunków, lejącym deszczem, błotem na drodze, cięciami (jeśli nikt nie wymyśli ich wygradzania lub innych dziwnych zapisów), bo cięcia to jednak element rajdowej jazdy, zakładając (pewnie mylnie), że wszyscy zawodnicy umieją zachować umiar i zasady fair-play.

Zobacz również:

komentarzy








Do Góry