Plan zrealizowany w 100% – Arkadiusz Lechoszest po 1. Rajdzie Ziemi Głubczyckiej 2019
Paweł Sławik z JCB Interhandler kontynuuje starty w sezonie 2019
Damian Drapikowski wygrywa o włos drugą rundę Tarmac Masters!
1. Rajd Ziemi Głubczyckiej 2019 – wypowiedzi zawodników
Duet Adam Sroka i Krystian Woźniak bezkonkurencyjni w 1. Rajdzie Ziemi Głubczyckiej
previous arrow
next arrow
Slider


Kategoria: RSMP, Wywiady

Grzegorz Grzyb o planach i przeszłości – wywiad z Wicemistrzem Polski

Rajdowy Wicemistrz Polski oraz wielokrotny Mistrz Słowacji w rozmowie, którą udało nam się z nim przeprowadzić zdradził nam swój sposób na poprawę medialności RSMP, wygląd środowiska rajdowego w Polsce oraz wiele, wiele więcej, o czym możecie przeczytać poniżej. Zapraszamy do lektury wywiadu z Grzegorzem Grzybem.

Gratulujemy zwycięstwa w Rajdzie Eger. Jesteś liderem Mistrzostw Słowacji, a Twoje doświadczenie na odcinkach specjalnych jest bardzo bogate. Jak można porównać oesy słowackie, węgierskie i polskie?
Już jeżdżę parę lat i z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej chciałbym być tak z 15 lat młodszy, no i oczywiście być na tym samym etapie, co teraz 🙂 Cóż pomarzyć zawsze można… Pomiędzy polskimi, a słowackimi odcinkami nie ma zbyt dużej różnicy, natomiast te węgierskie to już zupełnie inna para kaloszy. Są piekielnie szybkie, najwyższą średnią prędkość jaką uzyskaliśmy na odcinku, który wygraliśmy to 145 km/h! Pierwszy raz w aucie WRC zamknąłem licznik, na odcięciu jechaliśmy przez 2-3 sekundy. To niesamowite uczucie. Nie jestem specjalistą na tak szybkich trasach, choć tym razem czułem się dobrze. Na Rajdzie Eger dwa dni były zupełnie inne. Mieliśmy niezwykle szybkie fragmenty, o których już mówiłem oraz takie, na których droga istniała, ale 10-15 lat temu. Ich konstrukcja opierała się na żwirze, błocie i innych rzeczach, ale na pewno nie była z asfaltu. Pierwszy raz siedziałem w nowym WRC i jechałem bardzo spokojnie. W niektórych miejscach szybciej przejechałbym seryjnym autem, bo co dodawałem gazu to ciągało mnie po okolicznych rowach. W tych miejscach przegrywaliśmy i nie byłem z tego zadowolony, ale trzeba było po prostu przetrwać, by walczyć później.

W ciągu roku przesiadałeś się za kierownicą trzech różnych samochodów, trzech różnych klas. Jak dostosowywałeś się do nich?
Mam to szczęście, że szybko adoptuję się do różnych aut. W miarę szybko jestem w stanie je zrozumieć. Nie mówię, że jest to światowy poziom, ale zadowalający, więc nie miałem większych problemów. Najlepiej startować jest jednym autem. Wówczas ma się największą wiedzę i najlepiej się je poznaje, ale nie zawsze jest tak jakby chciało się, by było. Trzeba elastycznie podchodzić do tego i umieć się odnaleźć. Najlepiej jeździ się samochodami WRC. W tym roku będę zmieniał dwa samochody, a dokładniej będzie jeden model tj. Ford Fiesta, ale w dwóch różnych wersjach, bo WRC i R5. Już dziś wiem, że różnica pomiędzy nimi na odcinkach specjalnych nie jest tak drastyczna. Auta R5 poszły niesamowicie do przodu i nie odstają tak bardzo. Oczywiście są wolniejsze, ale to nie jest przepaść. Mam nadzieję, że będę w stanie szybko przestawiać się z jednego na drugi.

fot. Kamil Bać

fot. Kamil Bać

Gdzie jest ta różnica pomiędzy R5 i WRC?
Jest zdecydowana różnica w mocy, która choć czasami przeszkadza to jednak w większości miejsc bardzo pomaga. Zdziwiłem się, że są sytuacje, gdzie ten nadmiar „siły” nie jest korzystny i trzeba przestawić sobie w głowie sposób jazdy i technikę. Bardzo łatwo można podróżować wurcem ślizgając się, ale wówczas te ułamki sekund bardzo szybko uciekają. W związku z tym, nie do końca technika jazdy autem R5 czy S2000 jest przydatna w WRC. Ja osobiście przez dwa dni wiele zmieniłem w swojej jeździe. Analizowałem onboardy i sprawdzałem, gdzie tracę czas, tym bardziej, że faktycznie od początku do końca musieliśmy cisnąć na maksa. Mam już zalążek wiedzy na ten moment, bo w porównaniu do starych aut WRC, którymi jeździłem jest kolosalna różnica. W Focusie mieliśmy aktywne dyferencjały dzięki, którym auto bardzo pomagało, wręcz można powiedzieć, że myślało za kierowcę.

W zeszłym roku startowałeś z dwoma pilotami. Czy to oni byli tak bardzo podobni do siebie, czy to ty tak łatwo dostosowywałeś się do nich?
Zarówno „Dany” jak i „Jarząb” są bardzo doświadczonymi pilotami, których spokojnie można zaliczyć do najlepszych w kraju (i myślę, że nie tylko). Ponadto są moimi kolegami, z którymi znamy się od wielu lat, przez co też doskonale się rozumiemy. W tym roku „Dany” nie mógł startować w cyklu w jakim oczekiwałem, więc niestety wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie uda nam się razem pojechać w Mistrzostwach Polski. Z drugiej strony sportowo nic nie stracę, ponieważ będę jeździł z Robertem, z którym startuję już 10 lat. Znamy się jak łyse konie i będziemy razem rywalizować zarówno na Słowacji jak i w Polsce. Jeśli chodzi o pilotaż to jeden i drugi robią to bardzo profesjonalnie. Dyktują bardzo podobnie i u mnie wszystko działa tak samo, więc czy będzie dyktował Robert czy Dany to z mojego punktu widzenia nie ma to większego znaczenia.

Nie zaczęliśmy jeszcze sezonu 2015 w Polsce, więc możemy porozmawiać o regulaminach i kalendarzach. Miała być rewolucja i mamy ją, ale czy poszła w dobrą stronę?
Ja od dawna byłem orędownikiem, że rajdy muszą być krótsze. Większość zawodników nie ma tyle pieniędzy, co ludzie z listy najbogatszych, aby móc startować za swoje środki. Każdy musi mocno walczyć o fundusze dzięki, którym będzie mógł rywalizować w RSMP. My bardzo dokładnie zastanawiamy się, gdzie i na co je przeznaczyć. Bardzo chciałbym jeszcze więcej trenować, testować dzięki czemu lepiej przygotowywać się do kolejnych startów. Z drugiej strony mam to szczęście, że mogę jeździć na Słowacji i cały czas jestem w grze gotowy do rywalizacji na krajowym podwórku. Ponadto punktacja, która była do tej pory z jednej strony była w miarę ciekawa, bo cały czas ktoś z kimś rywalizował, ale dla większości kibiców była niezrozumiała i tak naprawdę nikt nie wiedział kto z kim walczy i dlaczego? Jeden dzień był jednym rajdem, drugi drugim, a całość była jeszcze trzecią klasyfikacją. Jestem starej daty i podoba mi się jak startujemy, rywalizujemy i wynik jest na mecie. Dodatkowo oczywiste jest, że krótszy rajd pozwala na obniżenie kosztów. Nie podoba mi się pomysł dodatkowej rundy i to głośno mówiłem. Skoro skracamy rajdy to głupotą jest dodawać dodatkową eliminację. Rozumiem sytuację polityczną, że to będzie Rajd Lotos w Gdańsku i myślę, że tu osoba Leszka Orskiego była nie zwykle istotnym elementem tej decyzji. Bardzo lubię te okolice i gorąco kibicuje organizatorom, aby wszystko się im powiodło, a ja wraz z Robertem postaramy się tam walczyć o zwycięstwo.

Czy gdyby ten sezon ułożył się po Twojej myśli to odpuścisz start w Gdańsku?
Nie, sezon dzieli się na dwie połówki. Z jednej strony to jest ciekawe, bo to nowy system i działał już w Mistrzostwach Europy, ale z drugiej czwarty rajd to Rajd Rzeszowski, a ósmy to Rajd Arłamów, czyli rajdy w moich rodzinnych stronach, gdzie bardzo bym chciał wystartować. Teoretycznie te rajdy mógłbym odpuścić, gdyby sezon się dobrze układał. Trzeba jednak być świadomym, że rywalizacja będzie niezwykle zacięta i nie przewiduję sytuacji, by ktoś po trzech rajdach miał tyle punktów, by odpuścić czwarty start, więc nie zaprzątam sobie tym głowy.

W zeszłym roku wywalczyłeś tytuł Wicemistrza Polski. Czego zabrakło do mistrzostwa?
Nie było nas stać, by od początku startować samochodem klasy R5. Różnica między nimi była kolosalna o czym przekonałem się na własnej skórze. Z drugiej strony mieliśmy dobry rok walki. Nie odstawaliśmy, każdy rajd kończyliśmy na podium i w zasadzie na każdym byliśmy jedynym konkurentem dla Wojtka Chuchały. Dopiero ostatnia runda zadecydowała o tym, że to Wojtek został Mistrzem, a my Wicemistrzami. To nas bardzo cieszy i patrząc przez pryzmat budżetu to dwóch najbiedniejszych gości zwyciężyło w Mistrzostwach Polski. Fajnie, że to nie zarobasy wygrywają, a umiejętności mają znaczenie. To jest bardzo miłe. W tym roku wszyscy będziemy startować podobnymi samochodami, więc to będzie ciekawe dla zawodników oraz dla kibiców. Z tego, co wiem aut R5 ma być 7-8, więc rywalizacja od początku do końca będzie bardzo zacięta. Mamy również krótsze rajdy, gdzie gdy na 130 kilometrach popełni się błąd to nie będzie czasu by go odrobić, ale z drugiej strony do samego końca różnice będą małe i do końca nie będzie wiadomo, kto zwycięży. Z punktu widzenia kibica to też powinno być atrakcyjniejsze. Wracając do kwestii, czego zabrakło? Z pewnością zabrakło trochę szczęścia, bo na kluczowym Rajdzie Rzeszowskim popełniłem babola i sam sobie wjechałem do rowu przegrywając najważniejszy dla mnie rajd w roku. W tym momencie straciłem wiele cennych punktów na które bardzo gorąco liczyłem. Choć trzeba się cieszyć z tego, że w ogóle mogliśmy startować, bo właściwie mieliśmy się pojawić tylko na Rajdzie Arłamów oraz w Rzeszowie. Dopiero wygrana w pierwszej eliminacji i dobre wyniki w dalszej części mobilizowały nas, aby za pożyczone pieniądze startować dalej. Choć teraz niestety cały czas muszę je jeszcze spłacać… 🙁

fot. Łukasz Kufner

fot. Łukasz Kufner

W tym sezonie w Polsce będziemy mieli „Puchar Fiesty”. Ty w przeszłości startowałeś w wielu pucharowych rozgrywkach. Które z nich najlepiej wspominasz?
Ciężko powiedzieć, ale chyba najlepiej wspominam Puchar Peugeota. Byłem już wówczas dużo bardziej doświadczonym kierowcą. Peugeot choć miał pewne mankamenty to pozwalał nam liczyć się w pierwszej części stawki. Wcześniej jeździliśmy z dużo wyższymi numerami, a tu powoli wkraczaliśmy w zacne grono załóg, na które jeszcze kibice czekali. 🙂 Z Pucharu Peugeota od razu przeszedłem do fabrycznego zespołu i samochodu S1600. Może to dla mnie jest rzecz przez którą patrzę na ten puchar najmilej. Niesamowicie mile wspominam także Puchar Fiata, ale ten wyścigowy, ponieważ tam zaczynałem swoją przygodę. Miałem przyjemność wygrać klasyfikację generalną, gdy startowało około 80 takich samych aut. To była niesamowita rywalizacja. Dziś nie możemy na jednej rundzie RSMP zebrać tylu samochodów, a tu na wyścig przyjeżdżało tyle Cinquecent o oszałamiającej mocy 38 koni mechanicznych. Walka była niesamowicie zacięta. Miałem wówczas 19 lat i wszystkie pieniądze jakie udało mi się wygrać jako nagrody od razu przeznaczałem na starty w rajdach. Dzięki czemu zaczęła się moja rajdowa przygoda, bo nigdy nie miałbym funduszy na straty w nich.

Byłeś kierowcą Peugeot Sport Polska. Jak w kuluarach wyglądała współpraca w tym zespole?
Bardzo miło to wspominam. To był chyba najlepszy okres w mojej karierze jeśli chodzi o starty w fabrycznych barwach. Startowałem też jako kierowca Fiat Auto Poland i Suzuki Motor Poland. W każdym z nich atmosfera i współpraca była super, a i wyniki były niezłe. Jednak z Peugeot Sport Polska spędziłem najwięcej czasu i najlepiej poznałem się z ludźmi. Na początku startując w Pucharze nie mogłem zrozumieć wielu przepisów, które według nas zawodników utrudniały nam ściganie się. Ciężko nam było wraz z organizatorami znaleźć wspólny język – cóż, każdy miał swoje stanowisko i starał się je przeforsować. Jednak gdy połączyliśmy siły i zaczęliśmy razem startować to poznaliśmy się bardzo dobrze i ta współpraca przebiegała bez zarzutów.

Teraz mamy na odcinkach Peugeota 208 R5. Gdyby Peugeot Sport Polska wrócił do walki i daje Ci ofertę wspólnych startów. Porzuciłbyś wówczas swój obecny zespół na rzecz fabrycznego?
Myślę, że tak. To bardzo fajne auto. Potrzebuje jeszcze dużo pracy, ale patrząc na wyniki w Europie to zarówno Peugeot jak i Citroen osiągają dobre rezultaty. Poza tym, gdybyśmy mieli startować w Polsce to pewnie to auto obsługiwałby Tamas Tagai, z którym też znam się doskonale i wiedziałbym na czym stoję.

Największy sukces?
Największym sukcesem było wygranie wspominanego już w 1996 roku Pucharu Cinquecento w WSMP. Miałem wówczas 19 lat i dopiero wchodziłem do jakiegokolwiek ścigania, jeżdżenia, rajdowania. Mogłem dzięki temu pozyskać środki, by kontynuować swoją karierę. A w rajdach to ciężko powiedzieć. Przez te lata miałem dużo fajnych wyników. Komuś może wydawać się, że drugie miejsce w generalce RSMP to powinien być nasz najlepszy wynik, a ja nie patrzę przez ten pryzmat. Dużym sukcesem na pewno było dwukrotne wygranie Rajdu Rzeszowskiego i wygranie ośki w Rajdzie Barum, gdzie walczyliśmy z fabrycznym kierowcą – Simonem-Jeanem Josephem. Miałem dużo takich pozytywnych momentów i mam nadzieję, że jeszcze wiele przede mną i ten największy sukces dopiero przyjdzie.

W 2008 roku Grzyb zaliczył jednorazowy start Fiatem Pandą A5 w Rajdzie Subaru, wygrywając klasę i zajmując 14 miejsce w generalce; fot. Maciej Niechwiadowicz

W 2008 roku Grzyb zaliczył jednorazowy start Fiatem Pandą A5 w Rajdzie Subaru, wygrywając klasę i zajmując 14 miejsce w generalce; fot. Maciej Niechwiadowicz

Ulubiony oes i dlaczego Lubenia?
(śmiech) Wbrew pozorom nie jest on ulubiony. Nigdy nie rozumiałem dlaczego wszyscy mówią, że to jest mój oes i że dużo na nim jeżdżę. Tak naprawdę raz w roku mam szanse potestować na dwóch kilometrach, i z odcinka, który ma 30 kilometrów znam tylko te dwa. Lubenię traktuję jako domowy oes, a tak naprawdę jest wiele odcinków specjalnych, które uwielbiam. Uwielbiam odcinki Rajdu Świdnickiego i zanim został zreanimowany Rajd Rzeszowski to ten już był moją ulubioną imprezą. Jednak jeśli mam dobrze przygotowane auto, czuję się pewnie i jestem rozjeżdżony to każdy oes jest moim ulubionym. Wtedy trzeba atakować, rywalizować, pojawia się adrenalina a odcinek staje się sprawą drugorzędną.

Na Rajdzie Rzeszowskim przytrafiały Ci się głupie błędy. Czy były one wynikiem presji wynikającej ze startu na „swoich” odcinkach specjalnych?
Przyznam szczerze, że sam po zeszłorocznym Rajdzie Rzeszowskim zacząłem się nad tym zastanawiać. Teoretycznie powinienem go znać najlepiej, powinienem czuć się najpewniej a chyba tam mam najwięcej przygód. Jestem kierowcą, który generalnie ma ich mało i staram się ich unikać, a jadąc na Rajd Rzeszowski patrząc przez pryzmat ostatnich 10 lat to z pięć razy coś wykonałem, więc mam skuteczność 50%, prawie jak Leszek Kuzaj. Sam tak naprawdę nie wiem, o co chodzi i muszę się nad tym zastanowić, by nie dopuszczać do takich sytuacji.

W zeszłym roku przydarzyła się sytuacja z kamerzystą, który cały czas stał przed tobą. Zwracałeś na niego uwagę czy starałeś się wyjechać za wszelką cenę?
Oczywiście widziałem go, ale przyznam szczerze, że niezależnie od niego starałem się wyjechać z tego rowu. Jasne, że jego obecność nas trochę zdekoncentrowała, ale to nie on stanowił największy problem. Ta jama była po prostu cholernie głęboka, a my jako pierwsi do niej wpadliśmy i strasznie się męczyliśmy zanim udało nam się wygrzebać. Niestety uszkodziliśmy chłodnicę i zmuszeni zostaliśmy do tego, aby się wycofać.

Jak wygląda środowisko rajdowe w Polsce? Na Twoim profilu na FB po gali PZM pojawiło się złośliwe zdjęcie w stosunku do Tomasza Kuchara, a ostatnio u Macieja Oleksowicza wpis odnoszący się do Ciebie. Czy jest tak źle i nie ma się kolegów na strefie serwisowej?
Szczerze mówiąc nie wiem tak naprawdę do końca jakie stosunki panują pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Ja kocham rajdy i nie patrzę, co inni gadają, jak postępują. Jasne, że są osoby, których nie lubię i nie staram się tego ukryć. Fajnie powiedział kiedyś Robert Kubica i to jest kwintesencja tego pytania. Odniósł się do Formuły 1, ale myślę, że dokładnie tak samo jest w RSMP. Stwierdził, że jeśli chce się mieć przyjaciela w padoku to należy kupić sobie psa. Wielokrotnie mówię też młodym kierowcom, że dopóki z kimś nie wygrywasz, to jesteś jego przyjacielem, gdy zaczynasz być lepszy, to jesteś oszust, tam Cię widział, tam to zrobiłeś. Śmieszy mnie takie podejście, ale to zwykła ludzka zazdrość i zawiść. Nawet gdyby ta atmosfera nie była najlepsza to, po co o tym mówić. Wszyscy chcemy promować rajdy jako fajną dyscyplinę i powinniśmy skupić się na tym, a nie udowadniać wszystkim dookoła, że jest inaczej zazwyczaj tłumacząc w ten sposób swoje porażki… a tak na marginesie, czy widziałeś Kajtka narzekającego, że Breen zna za dobrze trasę, albo inny zawodnik jest miejscowy?!?

fot. Maciej Niechwiadowicz

fot. Maciej Niechwiadowicz

Czy to też jest powód małej medialności RSMP? Masz jakiś sposób na poprawienie tej sytuacji? Masz jakiś złoty środek?
Niestety nie mam, ale zgadzam się w pełni, że jeśli chodzi o medialność rajdów, to ona leży zupełnie. Miałem przyjemność za dobrych czasów startować, gdy na odcinkach był Hołek, Kulig, Gryczyński, Herink i tych kibiców było niesamowicie dużo. Jak kończyłem oes, który zaczynał się w Rościszowie z metą pod tamą w Lubachowie jadąc w Pucharze Seicento, czyli z tyłu stawki, to mój tato wraz z innymi zaprzyjaźnionymi ekipami miał za zadanie za metą stop zorganizować nam wyjazd, by zdążyć na następny odcinek. Było tyle zaparkowanych przez kibiców samochodów, że nikt nie mógł wyjechać i tworzyły się olbrzymie korki. Dziś dojechać i wyjechać z odcinka specjalnego to żaden problem, aż łezka się w oku kręci, by wrócić do tych czasów. Na Rajdzie Eger w tym roku na samym starcie było z 15 tysięcy ludzi, gdzie padało i była godzina 22:00. Dojeżdżając na każdy odcinek mijaliśmy trzy kilometry zaparkowanych aut. Przy trasie wszędzie było pełno kibiców z flagami, co było niesamowite. Wtedy aż chce się jechać. Wiadomo, że jeździmy dla siebie, przyjemności, rywalizacji, ale również jeździmy dla kibiców. Fajnie jest, że ktoś nas ogląda, podziwia, emocjonuje się. Bardzo ubolewam, że ta medialność tak spadła przez ostatnie lata i spowodowane to jest szeregiem czynników. Myślę, że brakuje kogoś takiego jak Czesław Lang w kolarstwie, który ma znajomości, siłę przebicia, umiejętności marketingowe. Źródłem medialności jest tylko i wyłącznie telewizja do której od tylu lat nie potrafimy się przebić. Możemy cieszyć się, że mamy gazety i portale, ale to jest bardzo niszowe i trafia do zaawansowanego grona ludzi, którzy wiedzą lepiej ode mnie jakie mam reklamy na samochodzie. My musimy dotrzeć do ludzi, którzy kompletnie nie wiedzą co to są rajdy i nie znają zawodników. Dziś jeśli zapytamy ich o rajdowca to wymienią Kubicę, co jest rzeczą oczywistą i Krzysztofa Hołowczyca. To są dwa nazwiska dla nich magiczne, związane z rajdami. Trzecim zaczyna stawać się powoli Kajto. Bardzo mocno kibicuję mu i życzę, by został promotorem i ambasadorem polskich rajdów. W dalszej części jesteśmy My po kolei. Mistrzostwa Polski też powinny być w ten sposób promowane, by w telewizji pokazywać je jak najwięcej.

Cel na ten sezon? Mistrzostwo Polski?
Oczywiście celem na ten sezon jest walka o mistrzostw Polski, bo byłoby głupotą zakładanie walki o trzecie miejsce. Każdy z nas jest sportowcem i chce walczyć o zwycięstwo. Nie zawsze to się udaje, bo czasami niestety ktoś jest lepszy, czasami popełnia się błędy, a czasami psuje się sprzęt. Jest wiele czynników, które mają na to wpływ. Fajnie, że rywalizacja będzie bardzo zacięta i będzie duża konkurencja oraz to, że my też w niej będziemy. Tanio skóry nie sprzedamy i mam nadzieję, że rywale nie będą mieli łatwo z nami.

Czym zajmujesz się prywatnie?
Bardzo dużo czasu poświęcam rajdom. To jest podstawa. Współpracuję też z firmą Crusar i Crusar4Rally. Organizujemy imprezy różnego rodzaju nie tylko sportowe czy motoryzacyjne. W zależności od tego, czego klient oczekuje, to staramy się mu to zapewnić. Jakby chciał polecieć w kosmos to pewnie zrobilibyśmy wszystko, by ten lot zorganizować. Crusar jest także moim głównym partnerem na trasach RSMP, więc często staram się moim zaangażowaniem podziękować za współpracę.

fot. Kamil Bać

fot. Kamil Bać

Pojawiła się także inicjatywa Crusar Kids. Czy projekt ten nadal istnieje i jest rozwijany? Czy są już młode gwiazdy tej akademii?
Akademia cały czas działa. Zakładaliśmy na wstępie, że to nie będzie źródło naszych zarobków i Crusar co chwilę dokłada pewne środki, ale taka była myśl przewodnia. To ma być coś fajnego, co tworzymy wspólnie i chcemy by działało. Dużo dzieciaków zostało już przeszkolonych i wielu z nich startuje i startowało. Naszym adeptem, który ściga się w Driftingowych Mistrzostwach Polski jest Kamil Dzierbicki oraz Michał Urban, który będzie startował w rajdach. Próbował już swoich sił w zeszłym roku i rozwija się stając się coraz szybszym kierowcą.

Czy to będzie drugi Grzegorz Grzyb?
Zobaczymy. Do tego jeszcze daleka droga. Jest też wielu innych utalentowanych chłopaków i dziewczyn. Nie tylko chłopcy biorą udział w zajęciach. To jest bardzo długa droga z taką ilością przeżyć i pracy, którą trzeba włożyć, zresztą podobnie jak w każdym sporcie. Obecnie jest za wcześnie, by o tym przesądzać, a niezwykle istotne są także fundusze, które trzeba pozyskać i przeznaczyć, aby osiągnąć cel. To nie jest łatwy kawałek chleba.

Wymarzony oes?
Jestem zaskoczony tym pytaniem. Na pewno byłby to oes szutrowy, bo uwielbiam rajdy szutrowe, choć rzadko kiedy mam okazję w nich startować. Ciężko wymarzyć sobie ten jeden oes, bo w Polsce mamy ich po prostu całą masę. Wystarczy fajne auto, dobrze przygotowane, dobrą pogodę oraz drogę, która nie jest super dziurawa a frajda z jazdy będzie na pewno.

Rozumiem więc, że preferujesz fińskie hopy niż cypryjskie szutry?
Zdecydowanie tak. Nie jestem specjalistą jeżdżenia po dziurach i wyrypach. Nie podobają mi się takie odcinki specjalne i uważam, że rajdy płaskie mają polegać, by na maksa wykorzystać samochód i podróżować od krawędzi do krawędzi drogi, a nie patrzyć w który kamień uderzymy, gdzie walniemy i co zniszczymy. Może to też moja wada, że powinienem lepiej mentalnie podchodzić do takich odcinków, ale nie potrafię. Taki już jestem i tego nie zmienię.

Bardzo mocno dziękuję za rozmowę.








Do Góry