Rajd Sardynii 2019: drugie miejsce Kajetanowicza i Szczepaniaka w WRC 2!
Michał Rokita i Wojciech Habuda wygrywają 50. Rajd Festiwalowy 2019
3. runda Tarmac Masters pod znakiem zmiennej pogody i trudnych odcinków specjalnych – podsumowanie
Arkadiusz Lechoszest i Krzysztof Pietruszka stawiają na dobrą zabawę w 50. Rajdzie Festiwalowym
Rajd Sardynii 2019: Sebastien Ogier liderem z niewielką przewagą
previous arrow
next arrow
Slider


Kategoria: Terenowe, Xavier Panseri (blog)

Dakar z Xavierem (cz. 11): boliwijska gościnność

Witajcie wszyscy,

Dzień wolny!!!
Wreszcie lub już! Dlaczego tak czuję?
Wreszcie, bo:
– to oznacza, że za nami więcej niż połowa rajdu 😉
– to oznacza spokojny dzień dla nas i dla samochodów, które tego potrzebują,
Niestety już, bo:
– to oznacza, że za nami więcej niż połowa rajdu 🙁
– to oznacza też utratę rytmu i jutrzejszy restart nie będzie łatwy.

Tak czy siak będę cieszył się z każdej chwili odpoczynku i od razu dzielę się z Wami informacjami o maratonie, który trwał ostatnie dwa dni.
Mój ostatni wpis poinformował Was, że wjechaliśmy z Chile do Boliwii, gdzie trasa rajdu Dakar dla samochodów wiedzie po raz pierwszy.
Jak wygląda tutejsza atmosfera i przyjęcie przez mieszkańców? Od granicy, następnie do mety w Uyuni byliśmy entuzjastycznie witani przez tysiące fanów, było ich na tyle dużo, że w niektórych miejscach trudno było zobaczyć trasę. W centrum Uyuni ustawiono podium, gdzie przywitał nas prezydent Bolivii, Evo Morales Ayma, który następnie towarzyszył nam podczas briefingu, zachęcając nas i mówiąc, że jego kraj jest dumny mogąc być gospodarzem Dakaru.
Wróćmy do samego ścigania. Maraton oznacza etap całkowicie bez pomocy mechaników, dozwolone jest tylko wsparcie od innych konkurentów. Na szczęście dla nas wszystko poszło dobrze w pierwszej części etapu, gdzie wykręciliśmy czwarty czas, więc wszystko, co mieliśmy do zrobienia wieczorem to było zatankowanie samochodu do pełna i sprawdzenie śrub, nakrętek, wszystkich poziomów i czy nie pojawiły się jakieś nieszczelności. Miło było robić tylko takie rzeczy, zważywszy na to, że znajdowaliśmy się 3800 metrów nad poziomem morza, gdzie brakuje tlenu i zbyt duży wysiłek może szybko przerodzić się w ból głowy lub wymioty. Z mojej strony wszystko było na tyle dobrze, że pozwoliłem sobie na 400 metrowy sprint. Wszystko było nadal w porządku, poza tym, że trochę dłużej trwało złapanie oddechu.

Noclegiem był wielki obóz, wszyscy spaliśmy w wielkich, wojskowych koszarach, w każdym po pięćdziesiąt łóżek. Ale spokojnie, nie było żadnych bitew na poduszki – wszyscy poszli spać wcześnie. 🙂

Chcę zwrócić uwagę na dwie, doskonałe rzeczy w boliwisjkiej organizacji, o którą słusznie trochę się obawiałem. Po pierwsze to wielkość łóżek, które były przystosowane do wzrostu typowego mieszkańca Boliwii, nieco różniącego się od naszego, tak więc większość zawodników musiała położyć materac na podłodze, bo… nogi i głowa beztrosko wystawały poza materac. 😉 Po drugie to pokaz sztucznych ogni w pobliżu koszar o 0:45, gdy ciemno było już o 20:30, więc mogłobyć to zrobione dużo wcześniej. 😉

Druga część etapu maratońskiego rozpoczęła się i zakończyła dwoma niesamowitymi miejscami:
1) słynnym, największym słonym jeziorem na świecie, Salar de Uyuni. Pierwsza prosta miała dokładnie 133 kilometry, a ze startu równolegle ruszało po pięć samochodów.
2) końcówka to zjazd do Iquique z niesamowitymi wydmami, które są bardzo imponujące, gdy znajdujesz się na górze po raz pierwszy.
Ponownie wszystko przebiegało po naszej myśli, byliśmy ostrożni i ukończyliśmy odcinek na czwartym miejscu, jednocześnie umacniając się na czwartym miejscu w klasyfikacji.

Dzień zakończył się na wielkim grillu zorganizowanym przez Monstera dla całego zespołu X-Raid, mechaników, kierowców, fizjoterapeutów… którzy bardzo ciężko pracowali w pierwszym tygodniu rajdu i tutaj mogli się trochę zrelaksować.

Teraz czas dla mnie, idę zamoczyć nogi w Pacyfiku. 😉

Do zobaczenia wkrótce!

Click to comment

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply








Do Góry