Kategoria: Historyczne, HRSMP, Wywiady

Arkadiusz Kula o Renault Megane Maxi (wywiad)

Fot. Facebook.com/Open2WD

Renault Megane Maxi wraca na polskie odcinki specjalne! Za kierownicą tego legendarnego samochodu zasiądzie Arkadiusz Kula, który niegdyś obsługiwał to auto będąc w zespole Janusza Kuliga. Pierwszą okazją do zobaczenia Megane Maxi będzie 2. Platinum Rajd Memoriał Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza, który odbędzie się już w ten weekend!

Jak zrodził się pomysł na ściągnięcie Renault Megane Maxi do Polski?

Za tym samochodem rozglądałem się przez około pół roku. Co ciekawe, do jego kupna w dużej mierze przekonał mnie Jarek Baran, z którym rozmawiałem na Barbórce. Powiedziałem mu, że zastanawiam się nad kupnem Meganki. Na to Jarek odpowiedział: „stary, no kto jak nie ty?”. Wtedy powiedziałem: „dobra, klamka zapadła”.

Samochód kupiłem od 67-letniego rolnika z Belgii. W rajdach startował od dziewiętnastego roku życia, ale teraz, z racji wieku, nie jeździ już za dużo. Megankę kupił osiem lat temu i ani razu nią nie wystartował. Jest pasjonatem, który w swojej stodole trzyma wiele takich perełek, np. Renault 5 Turbo.

Jaka jest specyfikacja tego auta?

Auto ma 245 koni i sześciobiegową skrzynię biegów. Napędowo i zawieszeniowo jest to wersja Evo 2. Przedtem oglądałem kilka tych samochodów, np. oryginalny egzemplarz po Bugalskim. Właściciel, który ma ten samochód w Nicei, wycenia go na 150 tysięcy euro.

Sporo mówi się, że koszty utrzymania takiego auta są astronomiczne…

To jest bardzo drogi samochód. Już sama używana felga to koszt 400 euro. Pakiet serwisowy, który znalazłem we Włoszech, składał się z przedniej belki, tylnej belki z zaciskami, chłodnicy i przedniej zwrotnicy z piastami i zaciskami. Facet napisał mi, że da mi na to „super cenę” – wyszło z tego 25 tysięcy euro netto.

A jak wygląda dostęp do części zamiennych?

Części do tych samochodów nie ma prawie w ogóle. Chciałem wystartować w memoriale A-grupowym Lancerem Evo III, ale to już kompletnie święty gral – do tego auta nic nie ma. Facet, który budował program startów tych samochodów w Rajdowych Mistrzostwach Świata, wycenił mi sześciobiegową, kłową skrzynię biegów do tego auta na 49 tysięcy dolarów amerykańskich. Te auta raczej nie tanieją…

Jest dużo replik, ale to są auta po 35 tysięcy euro. Jest tam dużo części ze współczesnych samochodów, więc za takie auto to już i tak wysoka cena. Oryginalnych części jest już coraz mniej, dlatego ludzie wkładają nowsze hamulce, nowsze skrzynie.

Jak oceniasz żywotność silnika w twoim Maxi?

Nasz silnik ma 245 koni – podobno można na nim przejechać cały sezon. Na razie nie sprawdzałem go dokładnie. Na pewno, ze względu na wiek auta, muszę przebudować instalację elektryczną. Człowiek, który stroi mi samochody, powiedział, że pralka ma teraz więcej możliwości, niż komputer w tym samochodzie. 🙂

Czy zobaczymy cię w tym aucie poza memoriałem?

Na tę chwilę na pewno jedziemy memoriał. Być może pojawimy się jeszcze w Świdnicy, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Auto wymaga jeszcze wielu poprawek.

Ostatnie sezony spędziłeś za kierownicą BMW M3. Jak wypada ono na tle Renault Megane Maxi?

BMW ma około 260 koni, ale Meganka (245 koni) jest jednak dużo szybsza. Renault waży 960 kg, a BMW 1270 kg. To dwie zupełnie inne konstrukcje; zupełnie inne wizje.

Czy uważasz, że takimi samochodami wciąż można walczyć o czołowe lokaty?

Myślę, że w polskich warunkach to auto wciąż mogłoby być bardzo wysoko. Współczesne auta prowadzą się jednak zupełnie inaczej. R-piątki wybaczają prawie wszystkie błędy i bardzo pomagają kierowcy. Przed ostatnią barbórką robiłem zapoznanie na Torze Modlin moim Focusem RS i jestem pewny, że starą rajdówką nie da się pojechać szybciej, niż takim RS-em. Nie ma takiej możliwości. To jest straszna przepaść.

Kiedyś miałem okazję rozmawiać na torze Silverstone ze Stirlingiem Mossem. Powiedział mi świetną rzecz. Kiedy za czasów swojej młodości dostawał do jazdy supersamochód, to strach było tym jeździć. W tej chwili najszybsze Ferrari może opanować nawet ktoś, kto dopiero odebrał prawo jazdy.

To lubię w klasykach. One są po prostu prawdziwe i dają niesamowitą frajdę kierowcy. Jeżdżę nimi dla przyjemności i żeby pokazać je szerszej publiczności. Wykorzystuje je maksymalnie w 60%. Damy po prostu trzeba szanować.

Zobacz również:

komentarzy








Do Góry