Kategoria: Kartka z kalendarza

25 lat temu odszedł Marian Bublewicz

fot. bublewicz.pl

Jeden z najwybitniejszych polskich kierowców rajdowych, wicemistrz Europy, 20-krotny mistrz Polski w różnych klasach – Marian Bublewicz. Zginął za sterami rajdówki. Dziś mija już 25. rocznica.

Rok 1993. W Zimowym Rajdzie Dolnośląskim mistrz z Olsztyna startował z Ryszardem Żyszkowskim. Prowadził Forda Sierrę Cosworth 4×4. Po czterech odcinkach specjalnych był pierwszy. Rozpoczęła się piąta próba. Do zespołu dotarła wiadomość, że załoga miała wypadek dwa kilometry od startu.

Samochód zatrzymał się na drzewie lewą stroną, więc siła uderzenia skupiła się na kierowcy. Pilot zdołał o własnych siłach wyjść z auta, lecz Marian był w nim uwięziony. Po długim oczekiwaniu na przybycie pomocy, kibice własnymi siłami wyciągnęli go z samochodu, używając siekier i odrywając blachy. Bublewicz był przytomny. Kiedy nadjechała wreszcie karetka, leżąc na noszach, samodzielnie zdjął kask i w geście podziękowania podniósł rękę w stronę zgromadzonych fanów.

Po dotarciu do szpitala wciąż był przytomny. Dopiero na stole operacyjnym okazało się jak rozległe są obrażenia wewnętrzne. W ich wyniku Marian Bublewicz zmarł.

Przed swoimi startami w rajdach samochodowych, urodzony w Olsztynie kierowca, zdobywał tytuły mistrzowskie w motocrossie. Wypadek skłonił go do zamienienia motocykla na samochód. Pierwszym z nich był Fiat 125p, służący zarówno do pracy na taksówce, jak i do jazdy sportowej w weekendy. To właśnie za jego kierownicą zdobył pierwsze mistrzostwo Polski w klasie 1300. Następnie jeździł wieloma innymi rajdówkami: od Opla Kadetta GT/E, poprzez różne odmiany Polonezów, w tym FSO Polonez 2000 z homologacją grupy B, po Mazdę 323 4WD.

fot. bublewicz.pl

Bublewicz chciał jednak rozwijać się jeszcze bardziej i poszukiwał sponsorów. Tak powstał Marlboro Rally Team Poland. Z nim Marian zdobył wicemistrzostwo Europy w 1992 roku. Także w barwy tego zespołu oklejony był Ford Sierra, za kierownicą którego zawodnik startował w swoim ostatnim rajdzie.

fot. bublewicz.pl

Patrick Snijers pożyczył wtedy samochód Marina, gdyż bardziej nadawał się on do rajdu, w którym właśnie startował. Polski kierowca natomiast otrzymał auto Belga.

Grzegorz Gac, jeden z pilotów Bublewicza,  dla Magazynu Reportażu Sportowego „eMeReS”:

Marian był przyzwyczajony do jazdy samochodami z napędem na tylną oś. Najbardziej lubił jeździć takimi samochodami. Nawet gdy jeździł autem czteronapędowym, to układ przeniesienia napędu był skonstruowany w ten sposób, że na tylną oś było przenoszone 2/3 momentu obrotowego, a na przednią 1/3. Więc samochód prowadził się de facto bardziej jak tylnonapędowy.

Moment obrotowy w aucie Snijersa był rozłożony równomiernie na obie osie, co wymagało innej techniki jazdy. Mogło także nie odpowiadać kierowcy z Olsztyna, a w konsekwencji przyczynić się do tragedii.

W 1993 roku Marian Bublewicz zakwalifikowany został do listy „A” publikowanej przez FIA. Znajdowało się na niej 31 najlepszych kierowców świata. Czytelnicy magazynu „Auto Motor i Sport” uznali go w 2000 roku najlepszym polskim kierowcą rajdowym XX wieku. Od 2007 roku organizowany jest Rajd Memoriał im. Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza w Wieliczce.

Zginęło wielu wspaniałych kierowców rajdowych, lecz odczytuje to jako pech, który w tej dyscyplinie przypłacić można dość szybko życiem. Jest to wielka tragedia, gdy w wyniku rywalizacji sportowej umiera człowiek 

 mówił Marian Bublewicz w jednym z wywiadów.

Zapamiętaliśmy go jako wspaniałego kierowcę i człowieka godnego naśladowania.

Zobacz również:

komentarzy








Do Góry